środa, 19 maja 2010

NOWY KOT

Ostatnio z Roksiakiem poczyniliśmy [ zupełnie niezależnie] pewne obserwacje. Późniejsze konsultacje  pod stołem doprowadziły nas do następującego wniosku. Państwo postanowili mieć nowego kota. Innego wyjaśnienia nie ma. W dodatku chyba nas porzucą, bo coraz częściej ich nie ma w domu. A dla tego nowego kota kupują różne bardzo fajowskie rzeczy. Roksiak np. powiedział mi, że kupili mu takie mięciutkie łóżeczko do wspinania, nie to co nam kosze. A ja osobiście, na własne oczy i wąsy widziałem nowoczesne myszy, które nie tylko się ruszają, ale jeszcze wydają z siebie dźwięki.  Ja nie mam ani jednej takiej, a tymi nie wolno mi się bawić!
Nie było wyjścia. Musimy przekonać Państwa, ze jeszcze nie jesteśmy zużytymi kotami i spokojnie nie muszą nas wymieniać na jakiegoś nowego kota. Każde opracowało inny plan.
Ja pilnuję, żeby Pani miał ciepło w stopy jak śpi i każdego dnia budze ją moim rozkosznym mruczeniem [ nie prawda, że przypomina warkot traktora jak twierdzi Roksiak]. No i nie walczę już tak z Panem [ jak się go tylko drapnie to robi od razu wielkie halo], a nawet pozwalam mu spać w łóżku gdzie śpi Pani.
Roksana zaś stara się cały czas być na kolanach Pani albo Pana. Ale nie wiem czy to dobra strategia jest, bo Roksiak jest chudy i pewnie się państwu te jego kości wbijają w ciało.  No zobaczymy czy to podziała i pokonamy tego nowego kota. Czas pokaże.

czwartek, 22 kwietnia 2010

AKCJA: PTYSIE



Niedawno udało mi się przeprowadzić niezwykle udaną akcję pod kryptonimem "PTYŚ". Było tak... Pani upiekła ptysie. Jak tylko Zbój zobaczył co jest wyjmowane z piekarnika od razu dostał korby. Musi zjeść ptysia i koniec. Nie pomogły tłumaczenia, że ptysie są jeszcze gorące. Zwinął dwa z blachy, jaką Pani niedawno wyjęła. Oczywiście nie mógł ich zjeść od razu, bo były gorące, a potem nie miał szans zjeść ich bez lania, bo Pani się wkurzyła. Ja byłam sprytniejsza. Poczekałam, aż Pani pójdzie do łazienki, zakradłam się do tacy z ptysiami i wzięłam sobie jednego. Potem schowałam go pod kocem, a jak nikt nie patrzył mogłam spokojnie zjeść jak cywilizowany kot na kanapie. Bez pospiechu, bez lania... I kto w tym domu jest największym komandosem? Oczywiście ja - ROKSIAK

środa, 21 kwietnia 2010

WOJNA O DRZEWO


Normalnie łapy mi już odpadają. Nie dość, ze mam coraz mniej czasu dla siebie [ musze się opiekować Panią, bo tak się spasła że toczy się jak kulka], polować na te jej żaby w brzuchu, bo chyba ma ich coraz więcej - normalnie bezkarnie sobie skaczą, to jeszcze Roksiak uparł się że moje drzewo to jego drzewo. No nie było wyjścia, musiałem wypowiedzieć wojnę.
Na szczęście jako prawdziwy komandos nie bałem się o wynik tej wojny.  Jestem mistrzem wojennej taktyki i każdego dnia ćwiczę na myszach. Co mogło pójść źle? Wszystko zaplanowałem w najdro-bniejszym szczególe. Plan był taki: czekam, aż Roksiak zaśnie na najwyższej półce, biorę rozpęd z przedpokoju, wskakuje na drzewo, a jak Roksiak zdąży się obudzić i zeskoczyć to odbijam się od półki, ląduję na kociej wyrzutni - tej co jest z boku, i robię na Roksiaka precyzyjny atak lotniczy.
No i prawie się udało, tylko wyrzutnia okazała się za słaba i zamiast wyrzucić mnie we właściwym kierunku, to się złamała. Dosłownie w ostatniej chwili ratowałem się awaryjnym lądowaniem w fotelu.
Na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Roksiak tak się przestraszył, ze gdzieś się schował, a ja mogłem wreszcie trochę odpocząć na swoim drzewie.

MOJE DRZEWO



No nie da się ukryć, ze drzewo jakie mi Pani z Panem kupili jest magiczne. I to z dwóch powodów. Po pierwsze leżaczek-hamaczek-bujaczek jest doskonały na małą popołudniową drzemkę, a po drugie na samej górze drzewa jest magiczna rura. Jak się do niej wchodzi, to się znika. Serio - sprawdziłam. Najpierw na Panu. Jak wyjadłam ciasto z jego talerza, to szybciutko się schowałam w rurze i Pan nie mógł mnie znaleźć, a co za tym idzie, nie dostałam lania. Tak, tak, drzewo jest magiczne - zwłaszcza ta rura. Na Zbója tez działa. jak się schowam w rurze to nie wie gdzie jestem i łazi po domu plącząc, że nie może mnie znaleźć.
Niestety, Zbój nauczył się wskakiwać na samą górę i mówi, że to teraz jego drzewo. Na razie jestem spokojna, ale jak mnie wkurzy i dalej będzie mówił, że moje drzewo to jego drzewo, to będzie wojna.

wtorek, 16 marca 2010

POMAGAMY INNYM KOTOM

Pani ostatnio wpadła na pomysł, że skoro mamy takie duże, nowe drzewko, to stare mogłoby posłużyć innym kotom. Usiedliśmy przy komputerze i poszukaliśmy potrzebujących kotów. Znaleźliśmy je tutaj. W weekend wybierzemy się z małym prezentem.

środa, 3 marca 2010

KŁĘBKOWE ZABAWY

Są w życiu każdego dorosłego kota takie chwile, kiedy musi się pobawić jak mały kociak. Nie znam lepszego sposobu niż zabawa kłębkiem wełny. Co prawda Pani nie może zrozumieć tej potrzeby i zawsze się gniewa, no ale jakby nie chciała, żebym się bawił kłębkiem, to nie trzymałaby ich w tym pudełku pod stołem.
Z resztą nic się tej wełnie nie dzieje. Trochę ja tylko rozprostowuję, żeby nie była ciągle taka skręcona. I tyle.
Jak kłębek zniknie, to zostawiam Pani wełnę, a ona znów robi z niej kłębek.
Czyli i ja mam zabawę i Pani ma zabawę.

NOWE DRZEWO - ZBÓJ

Normalnie nie można już w tym domu oka zmrużyć, żeby potem nie natknąć się na jakieś zmiany. Zaczynam się zastanawiać, czy Pani robi to specjalnie czy po prostu tak jej wychodzi.
Dwa tygodnie temu zdrzemnąłem się po obiadku, a kiedy się obudziłem, okazało się, że Pani hoduje w brzuchu żaby, które ciągle skaczą. Nie mam jak na nie zapolować, bo widać je tylko jak skaczą, a jak chcę je pacnąć łapą, to przestają skakać. Ale... to jeszcze nic.
Kilka dni temu uciąłem sobie krótką, dwugodzinną drzemkę po trzecim śniadanku. Wstaję, idę do dużego pokoju [ drzemanie po śniadankach najlepiej odbywa się w łóżku Państwa, bo mają mięciutkie podusie i można się przykryć kołderką], patrzę, a tam wielkie drzewo. Aż do sufitu normalnie.
Jakby tego było mało, buszuje na nim Roksiak. Pytam się, więc Roksiaka co to za drzewo, a ona mi mówi, że jakoś tak wyrosło i że teraz należy do niej, bo widziała je pierwsza i już się poocierała.
Patrzę na Roksiaka i tak się zastanawiam, kto tu zwariował - ja czy ona? Przecież od razu widać, że drzewo jest w stylu fortecznym i może na nim mieszkać tylko komandos. Mówię to tej pomylonej kotce, a ona mi na to, że nieprawda, bo to jest drzewo roksiakowe, opracowane specjalnie do wypoczynku dla kotów nadrzewnych a ona takim właśnie kotem jest.
Popatrzyłem na to drzewko z różnych perspektyw i nie ma bata. To drzewo typowo forteczne, przeznaczone do:
a) szkolenia prawdziwych komandosów
b) lotniczych ataków na wroga
c) obserwacji powietrznych dużych powierzchni, w tym przypadku salonu.
Wyjaśniłem to Roksiakowi, a ona dalej swoje. No to mówię: Roksiak, a co w tym drzewku jest takiego, co wskazuje, że to drzewko wypoczynkowe? No jak mi odpowiedziała, to oniemiałem i łapy mi opadły. Hamaczki-bujaczki. Jakie znowu hamaczki - bujaczki ?- pytam. No te. Wziąłem głęboki oddech i tłumaczę. Roksiak to nie są hamaczki - bujaczki, tylko specjalistyczne komandoskie wyrzutnie. Jak chcesz zaatakować z powietrza jakiś bardziej oddalony cel, to włazisz na tą większa półkę, skaczesz na wyrzutnię i ona cię wyrzuca w kierunku celu. Oczywiście Roksiak mi nie uwierzył i musiałem jej zademonstrować. Niestety wyrzutnie nie są jeszcze skalibrowane i spadłem poza fotel.
W każdym bądź razie - drzewko jest komandoskie i tej wersji się trzymam. Teraz tylko muszę wyrzucić z niego Roksiaka i będzie doskonale.