Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2009

KONIEC DIETY I MEKSYKAŃSKA KUCHNIA

NARESZCIE...NARESZCIE...NARESZCIE!!! W dniu 4 maja zakończyły się moje męczarnie z dietą. Po długich przemyśleniach i analizach moja Pani weterynarz doszła wreszcie do wniosku, ze waga 6,7 kg jest dla mnie optymalna i nie muszę być dalej głodzony. Mogła mnie spytać wcześniej, to od razu bym jej powiedział, ze to nie tłuszcz daje mi taka wagę tylko komandoskie mięśnie wyrobione w czasie wielu walk z szeregowcem Roksiakiem, a brzuch to wcale nie oznaka obżarstwa - jak twierdzi mój Pan, tylko oznaka szacunku i władzy.
Oczywiście nie mogło być idealnie. Moi Państwo dostali długą listę, co mogę jeść a czego nie. Meksykańskie jedzonko zostało zabronione, ale... jakoś sobie radzę. w końcu życie bez nachos'ów? Co to za życie?

niedziela, 10 maja 2009

ZBÓJOWA DIETA, ROKSIAKOWE KOPYTKA I WIADOMOŚCI PODPROGOWE


Trochę przybrałam na wadze i od razu wielkie halo. Czy ja innym sprawdzam wagę? Nie. Czy ja trąbię, że Pani ostatnio przytyła? Nie. A ona jakby mogła to by w gazecie ogłoszenie zamieściła.
Ledwo Pan przyszedł do domu, a Pani od progu " Słuchaj czy mi się wydaje czy Roksana przytyła i boczki jej się zaokrągliły?"
No i zaczęło się: ważenie, mierzenie i spekulacje. Jakbym po prostu nie mogła sobie spokojnie przytyć.
***
Jeśli Państwo nie zaczną karmić Zbója normalnymi chrupkami to normalnie przysięgam, że zacznę mu je w pysku przemycać. Jakiejś korby dostał po prostu. Biega jak wariat po całym domu z kawałkiem gąbki w zębach i tylko zagrożenie sieje. To podobno opracowane przez niego ćwiczenia na utratę wagi. On głupi myśli, że jak zrzuci kilka kilo, to Pani zacznie znów go chrupkami karmić tymi co mnie. Naiwniak. Wiadomo, że Pani dojdzie do wniosku, że to świetna dieta i Zbój do końca swoich dni będzie na niej.
***
Jestem niezwykle mądrym kotem. Czytam różne książki. Głównie te, które Państwo zostawią na podłodze albo na kanapie, ale to się nie liczy. Ważne jest to że czytam.
Ostatnio czytałam o wiadomościach podprogowych.
Postanowiłam, że wypróbuję je na Panu. Jak tylko wrócił i zaczął jeść obiad - pyszne kopytka odsmażane na masełku - usiadłam na oparciu fotela, na przeciwko niego i wysyłam mu wiadomość: "Daj kopytko Roksiakowi", "Daj kopytko Roksiakowi". I patrzę na niego intensywnie, a potem na kopytko na talerzu i znów na Pana. "Daj kopytko Roksiakowi"...
A Pan mi na to: "Roksiaku nie masz się co patrzeć. Koty nie jedzą kopytek. Uwierz Panu"... Postanowiłam, że się nie poddam i jeszcze raz wysłałam mu tą podprogową wiadomość : "Daj Roksiakowi kopytko".
Ostatecznie Pan mi kopytka nie dał. Chyba tych progów nie ma i dlatego wiadomość podprogowa do niego nie dotarła. Na szczęście wyszedł na chwilę do kuchni, więc sama sobie wzięłam kopytko. Takie z brzegu talerza. Jedno dla mnie, jedno dla Zbója, żeby mi potem nie marudził. I okazało się, że koty jednak jedzą kopytka. Zaczynam wątpić, czy aby na pewno mój Pan wie wszystko.
***
Dalej eksperymentuję z tymi wiadomościami podprogowymi. Tym razem wysyłałam wiadomość Zbójowi. Daj Roksanie swoją nitkę. DZIAŁA!!!! Mam nitkę Zbója. Jak się trochę pobawię to mu ją oddam.

sobota, 9 maja 2009

DIETA

Bez względu na to czy schudniesz czy nie,
jeśli weterynarz chce cię mieć na diecie -
zawsze znajdzie wymówkę.
[ Zbój]

DALSZA DIETA

Wczorajsza wizyta u Pani doktor przyniosła dwie wiadomości. Jedną dobrą - schudłem 300 g. Nie jest to może zalecane 500 g , ale zawsze to postęp. I ważę teraz 6,7 kg. I jedną złą- dalej mam być na diecie. Dlaczego? Pani doktor doszła do wniosku, ze skoro tak dobrze mi idzie, to powinienem dalej katować się dieta.
i Weź się tu staraj! Nie ma po co.

ŚWIĄTECZNA DIETA




Wiedziałem, że przedświąteczna wizyta u Pani weterynarz to nie najlepszy pomysł. Oczywiście jej oszukańcza waga pokazała, że ważę 7 kilo i zostałem wbrew własnej woli zmuszony do ścisłej diety. Dostaje tylko parę specjalnych chrupków, na dno miski. PO PROSTU KOSZMAR!
świąteczny głód zmusił mnie do poszukiwań innego źródła jedzenia [ próby żebracze i metoda na "biednego małego kotka" przestały działać]. Na szczęście mój fumfel Tyberiusz podzielił się ze mną swoimi świątecznymi przysmakami.

Ja nie wiem jak on może uznawać to za przysmak. jakieś takie toto... bez smaku i w ogóle, no ale cóż... darowanemu owsu nie zagląda się w korzenie. Z reszta lepsze to niż to co miał w misce. Suche takie, niby kolorowe jak moje dawne chrupki, ale jeść się tego nie da.
Komandos Zbój - wegetarianin z przymusu
P.S.
Szeregowiec Roksiak - nie objęty dietą oczywiście żarł świąteczną szynkę. i nawet okruszki z kapy wylizała. Sobek jeden

piątek, 8 maja 2009

WALKA O UWOLNIENIE CHRUPKÓW


Moje kilkudniowe obserwacje przyniosły wreszcie efekt. Poza chwilowo nieosiągalnym źródłem jedzenia jakim jest lodówka [ nadal opracowuję plan jak niepostrzeżenie się tam dostać i zakamuflować] wykryłem źródło chrupków. Oczywiście Roksiak jak zawsze się mylił. Twierdziła, że chrupki pochodzą z szafki i z torby Pani. Otóż nie! Chrupki pochodzą z pudełka ! ! !
Chwilowo jest ono nie do zdobycia, wszelkie podejmowane akcje zdobywcze nie powiodły się. A było ich całkiem sporo:
1. przedrapanie się do środka:
2. atak z zaskoczenia:
3. wykorzystanie swojej wagi, w celu zarwania pokrywki:
4. metoda Pani, czyli odginanie tego z boku:
5. oraz próba przylizania się do środka:

wszystko na nic. Pudełko jest nie do zdobycia [ chwilowo oczywiście]

ROZEJM Z ROKSIAKIEM

Głodujemy z Roksiakiem już ponad tydzień. Życie straciło sens. jedna mała saszetka dziennie i pół miski chrupków. Nawet jak wyjem chrupki Roksiaka to i tak jestem głodny. Próbowałem żebrania, ale Pani jest twarda jak nigdy.
Ostatecznie podjąłem rozmowy rozejmowe z Roksiakiem. w końcu w trudnych chwilach głodu wszystkie koty powinny działać wspólnie. Umowa jest prosta - jeśli któreś z nas zdobędzie coś do jedzenia dzieli się z drugim. Pomagamy sobie we wszystkich akcjach komandoskich gdzie celem jest jedzenie i żebranie.
Jak na razie nasze sukcesy są zerowe. Pani jest czujna jak nigdy. Nawet na szafce nie zostawia niczego do przegryzienia. Roksiak jako desantowiec co kilka godzin lustruje kuchenne blaty. Po prostu smutek i nostalgia.

WYROK

No i stało się najgorsze. 5 marca moja Pani Weterynarz przestała mnie kochać i wydała wyrok; jestem za gruby i razem z Roksiakiem mam przejść na dietę.Tłumaczyłem, że to wszystko mięśnie komandosa i na diecie powinien być Roksiak, bo rzeczywiście spasła się jak nieboskie stworzenie, ale nikt oczywiście mnie nie słuchał. Dieta to dieta. pani sobie wzięła to głęboko do serca i twarda jest jak głaz. oczywiście nie umknęło mojej uwadze to, ze Pan uśmiechał się pod nosem. Ciekawe czy jak by mu ograniczyć jedzonko i przekąski to też by był taki zadowolony...