Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2009

ZBÓJNIKOWY POMYSŁ NA GRĘ

Ostatnio doszedłem do wniosku, ze mój komandoski talent całkowicie się marnuje. Niby poluję na Roksiaka; odnoszę zwycięstwa [ czasem wielkie, czasem małe...]; opracowuję nowe techniki komandoskie; ciągle udoskonalam systemy pułapek, a w wolnych chwilach szkole moje myszy... ale to jednak mało. Mój talent nie trafia do mas!
A potem mnie olśniło! Muszę znaleźć kogoś kto zrobi o mnie grę. Byłaby bestselerem. Jestem przekonany.
Wyobrażacie to sobie? Wcielasz się we mnie - Zbója i musisz wykonać dużo tajnych misji komandoskich, jak np. dostać się do chrupek zamkniętych przez [ okrutną] Panią w pudełku, pokonać myszę w walce na drzewku, dopaść Roksiaka zanim się schowa tak, że nie będzie do niego dostępu...Dla słabiaków mogłaby być wersja w wcielaniem się w Roksiaka. Już to widzę! Ekran z mojej perspektywy...

















Misje można by oprzeć o blogowe zapiski. A co do zajawki reklamowej... to nagrałem [ pomimo sprzeciwów Roksiaka] przykładowy filmik. Trochę amatorski, ale pokazuje o co by mi chodziło.


Taaaaaaa... to naprawdę doskonały pomysł. Teraz musze znaleźć wykonawców. A Roksiak jak nie będzie chciał pomóc wcielając się w rolę ofiary, to nie dostanie swojej części wpływów i już.

poniedziałek, 11 maja 2009

SZNUREK I FIRANKI





Moja Pani ma najfajniejsze zabawki. Ale nie chce się nimi dzielić, dlatego muszę wykorzystywać wszelkie techniki komandoskie, by się nimi trochę pobawić. Ostatnio okazało się, że to coś, co ona nazywa firanką, a ja zwykłą przeszkodą na trasie podłoga - parapet ma fajny sznurek. Nie taki jak ten, który dostaliśmy z Roksiakiem do zabawy, co to tylko leży, ale taki, który ciągle się rusza. A już najbardziej jak Pani otworzy okno.
Nie mogłem nie wykorzystać okazji i jak Pani nie widziała postanowiłem się nim trochę pobawić. Niestety, wisiał bardzo wysoko i nawet jak stanąłem na tylnych łapach, to nie mogłem go dosięgnąć [ a mam 1 m długości]. Na szczęście mam pełne przygotowanie komandoskie i nie z takimi wyzwaniami sobie radziłem. Postanowiłem ze wykorzystam tą firankę. Będę się po niej wspinał, aż dosięgnę sznurka. Sprawdziłem przyczepność pazurów [ wchodziły jak w myszę - nie na darmo ostrze je dwa razy dziennie] i rozpocząłem wspinaczkę. Okazało się jednak, że Pani ma jakieś strasznie stare te firanki bo ledwo zacząłem się wspinać a one się zerwały. Ważę ledwie 7 kilo, gdyby były świeże na pewno by wytrzymały.
Ponieważ wiedział że Pani będzie zła zostawiłem sznurek i firanki w spokoju, położyłem się na stole i zacząłem udawać że śpię. jakby co, to ja o żadnych firankach nic nie wiem. Musze obmyślić lepszy plan z tym sznurkiem

LEPSZY PLAN

HA!!!! wiedziałem, że nie ma się co śpieszyć. Pani w końcu sama zdjęła firanki i zabrała je do prania. A jak wiadomo to co uprane, jest potem na suszarce. A tam już dosięgnę. Wyczekałam na odpowiedni moment, kiedy Pani była zajęta i zapolowałem na sznurek. Trochę się opierał, ale ostatecznie wygrałem. Niestety okazało się ze bez tej firanki sznurek Pani jest jak ten mój i Roksiaka - tylko leży. Ehhh.
Na szczęście Pani ma jeszcze kilka firanek, wiec znów zapoluję.

niedziela, 10 maja 2009

ROKSANA


Nazywam się Roksi, ale odkąd stałam się dorosłym kotem, moi Państwo mówią na mnie Roksana. Mam młodszego brata - Zbója, który dostał imię po tym, jak okazało się, że każdego dnia są z nim jakieś problemy.
Nasze relacje są bardzo pokojowe. Po prostu żyć bez siebie nie możemy...
Razem się bawimy [ co widać na zdjęciu], razem śpimy [ drzewko - MOJE DRZEWKO- jest dla nas stanowczo za małe ]. Tak przynajmniej uważam, bo odkąd Zbój nauczył się wchodzić na najwyższą kondygnację mój spokój został zakłócony...
To co lubię najbardziej, to spać. Potrafię zasnąć wszędzie. W każdej pozycji i w każdym miejscu. To takie moje hobby, choć odkąd jest w naszym domu Zbój, nie jest to już takie proste.
Moje życie to walka: o miskę, o drzewko, o miejsce na sen i ... o życie.

sobota, 9 maja 2009

AFRYKAŃSKA MYSZA



Świat nabiera zupełnie nowych barw gdy ma się nieograniczony dostęp do afrykańskich myszy. A ja podczas całego pobytu nad morzem miałam właśnie taki dostęp. Wszystkie stały sobie spokojnie w wazonie i czekał... na mnie. mogłam wybierać do woli.
A kiedy już wybrałam... zmieniałam się w polownika. Prawdziwego Tygrysa z Pomorza.

WIOSENNE PRZESADZANIE





Ja to jednak jestem pomocnym i pracowitym kotkiem. Co prawda przyjechałem nad morze, żeby odpoczywać i podjeść wielkanocnej szynki [ Pani z tą swoją dietą pokrzyżowała mi plany], ale jak trzeba było pomóc przy przesadzaniu to oczywiście nie odmówiłem.
A było tak...
Mój kumpel Tyberiusz poprosił mnie i Roksiaka, żebyśmy mu pomogli pomagać jego Pani w przesadzaniu roślin. No jak kumpel prosi to się nie odmawia.
Pomagałem dosłownie przy wszystkim. Sprawdzałem czy jest w doniczce właściwa ziemia, czy roślina się w doniczce mieści, nawet czy wystarczy nam ziemi do sadzenia

Oczywiście nie obyło się bez komandoskiego szkolenia. Tyberiusz pokazał mi jak szybko można się okopać, gdy wróg cie zaskoczy

Po przyjeździe do domu wykorzystałem swoje nowe umiejętności do pomocy Pani i do ćwiczeń w komandoskim maskowaniu. Co prawda pani nie pozwalała mi się okopywać, ale za to jak była zajęta ćwiczyłem maskowanie workiem na śmieci.

SZKOLENIA NAMIOTOWE



Szkolenie Roksiaka to nie jest taka prosta sprawa jak się wydaje. Szeregowiec Roksiak jest bowiem niezwykle opornym uczniem, który w dodatku robi wszystko, by się od szkolenia wymigać. A to ją głowa boli, a to chce się opalać, a to schowa się tak, ze ledwo mogę ją znaleźć. A przecież wszyscy dobrze wiedzą, że żeby komandos był sprawny i cenny musi ćwiczyć. Dlatego właśnie podjąłem specjalne starania i wdrożyłem nowatorski plan jeśli chodzi o zrobienie z Roksiaka prawdziwego komandosa. Szeregowiec Roksiak albo padnie, albo będzie komandosem. jedno jest pewne - nie poddam się.
Roksiakowe szkolenia rozpocząłem od wykorzystania niezwykle cennego elementu ćwiczeniowego jakim jest jeden z naszych namiotów. Sprawa nie była łatwa. Szeregowiec, przeczuwając ze będzie to szkolenie ostre odmawiał wejścia do namiotu. Ale sami wiecie... moja charyzma, mój urok osobisty zrobiły swoje. Kiedy już udało mi się zapędzić ją do środka dalej było prosto. Blokujesz wejście i szkolisz Roksiaka do walki w małych pomieszczeniach. A tak wygląda Roksiak po szkoleniu: