Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia Roksany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia Roksany. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2010

ŚWIĘTA WG ROKSIAKA

W tym roku zaplanowałam prawdziwe święta. Takie, po jakich mogłabym być:
a) wypoczęta
b) objedzona smakołykami
c) przygotowana do kolejnych miesięcy życia z bratem mordercą.
Dlatego postanowiłam się niczym nie przejmować już od początku. Spakowałam myszę do kosza i jak Pani postanowiła dać mi taką niebieską podróżną tabletkę, zjadłam bez wydziwiania. Nie lubię tych tabletek, ale trzeba przyznać, że zasypia się po nich i dzięki temu nie stresuje mnie tyle godzin jazdy samochodem. Podobno Zbój coś szalał, ale nie wiem tego na pewno, bo jak się obudziłam to byliśmy już na miejscu.
Tegoroczny pobyt był pod znakiem obżarstwa. Dostałam prawdziwej szyneczki- takiej co pachnie w całym domu, a potem jeszcze Tato mojej Pani usmażył dla mnie rybkę. Na początku troszkę się zdenerwowałam, bo Pan gdzieś zniknął i długo nie wracał - usiłowałam nawet Panią zmusić żeby poszła go szukać, ale jakoś nie chciała. A potem była polędwiczka [ mniej niż chciałam, więc jak wszyscy wyszli to sama weszłam na szafkę i poczęstowałam się dodatkowo wszystkimi plasterkami jakie leżały.] Pani się złościła - ale tylko Pani. Ona ogólnie taka nerwowa, więc przestałam się przejmować. A potem pomagałam robić tatara i za pomoc dostałam swoją porcję mięska [ mniam mniam].
Oczywiście czasem musiałam pomóc nie tylko w kuchni. Jak Pani i Mama Pani, i Siostra Pani pakowały prezenty, to wszystkim im pomagałam z wiązaniem wstążeczek, a trochę tego było. Co prawda wszystkie mi mówiły że nie muszę pomagać, ale ja wiem, że mówiły tak tylko przez grzeczność, więc jednak im pomagałam.
Poza tym wszyscy mówili mi, że jestem najpiękniejsza, bawili się ze mną, a jak byłam zmęczona to miałam swój fotel i kocyk...
***
Oczywiście jak okazało się, że przytyło mi się z kilogram, to Pani zaraz poskarżyła Pani doktor i teraz musze żyć na samych chrupkach. W dodatku Zbój podsłuchał, że może nie pojedziemy nad może na święto jajek, bo Pani się źle czuje.
To by było straszne... czekać, aż do następnej choinki na szynkę.

niedziela, 16 sierpnia 2009

ZMYSŁ KUPIECKI ROKSIAKA


Zupełnie przez przypadek okazało się, że mam dar kupiecki. Oczywiście zawsze interesowałam się moda - w końcu mam wyjątkowo twarzową obrożę z małymi dżetami i czerwonym pluszem, a mój znaczek to w ogóle ostatni krzyk mody, więc to, że się na modzie znam, nie podlega dyskusji. Ale odkryłam w sobie też zmysł kupiecki. Dlatego właśnie dzielnie pomagałam Pani Tyberiusza, kiedy wystawiała różne rzeczy na allegro. Wiecie - udawała że się zna, ale to ja musiałam łapą wskazywać gdzie mierzyć, co i jak i centymetr przytrzymywać. Zbój też chciał, ale jak to Zbój tylko przeszkadzał.
Z facetami już tak jest.

niedziela, 10 maja 2009

MAŁE SŁABOSTKI



Każdy ma jakąś słabość. Nawet tak doskonały, dobrze wychowany kot jak ja. Naprawdę.
Moją słabością jest drzewko Pani. Choćbym nie wiem jak się starała, drzewko przyciąga mnie jak magnes.I chociaż doskonale wiem, że nie wolno tak robić, to jakoś nie mogę się oprzeć. te liście tak zachęcająco zwisają i po prostu mówią do mnie, że chciały by się troszkę pobawić. No jak tu odmówić liściom?Nie wiem jak, wy, ale ja po prostu tego nie umiem.
Zresztą nie robię im nic złego. Troszkę je tylko potrącę łapą, albo poszarpię zębami koniec liścia.
W końcu gdyby to drzewo było na zewnątrz, to też by je ktoś szarpał, albo co... ja mu po prostu takie naturalne warunki stwarzam. I tyle.
No chyba, że jakiś liść odpadnie, ale to już wtedy nic nie niszczę, bo w końcu mam nie ruszać Pani drzewa, a liść bez drzewa to już nie drzewo, tylko liść, czyli... zabawka, więc jak się bawimy ze Zbójem liściem, który odpadł, to to już nie jest psocenie, jak twierdzi Pan, tylko zabawa dozwoloną, znalezioną zabawką. Tak uważam. I Zbój też tak uważa.
Tylko czasami musimy tym liściom pomóc odpaść od drzewa. I tyle.

WALKA Z WIZYTĄ U WETERYNARZA




Ale mnie Zbój wkurzył. Drażnił mnie, drażnił, aż się doigrał. Nie miałam wyjścia. Musiałam mu wlać, bo inaczej nie dał by mi spokoju. A tak, proszę bardzo. Dostał lanie i mam spokój.
A zaczęło się tak niewinnie...
...leżałam sobie spokojnie...od czasu do czasu drzemałam...
aż tu niespodziewanie zaatakował mnie ten bandyta. Jestem pokojowym kotem, więc powiedziałam, że nie będę się z nim bić i postanowiłam, że przeniosę się ze swoim spaniem pod stół.
Teraz, gdy stoją tam kartony z Pani książkami, jest to bardzo fajne miejsce. Możesz spać na różnych wysokościach, a nawet tak się ukryć, że cię nie widać, choć ty masz doskonały widok.Oczywiście Zbój wyszedł z założenia, że tylko zmieniam pole walki i pobiegł za mną. Nie pomogło nawet to, że schowałam się za zieloną kanapę...Tam też za mną wlazł, wcześniej atakując mnie z góry. Tego już było za wiele. Puściły mi nerwy i mu wlałam. Futro latało w powietrzu.
Pani nic nie mówiła, tylko patrzyła czy nie ma ran. Oczywiście Zbój to wykorzystał i zaczął piszczeć, więc Pani przyszła mu z pomocą.
A potem okazało się, że to nie Zbój jest poszkodowany tylko ja. Tak dostałam w oko, że trzeba było jechać ze mną do weterynarza.
Ale przynajmniej mam spokój... na jakiś czas przynajmniej. Leżę sobie w mojej kryjówce i nikt mi nie przeszkadza.
Pani Doktor bardzo się martwi. Badanie wykazało, że Zbój wbił mi pazur w oko i mam w nim małą dziurkę. Dostałam specjalną maść i okazało, się, że będę nią musiała mieć smarowane oko co najmniej przez miesiąc. Ponadto, mam gorączkę i ogólnie to jestem chora. Dostałam masę zastrzyków[ jeden nawet w oko] i za dwa dni znów muszę jechać do Pani doktor.
Najgorsza jest ta jazda samochodem. siedzę zamknięta w koszu, nic nie widzę... Okropność!
Jestem chora. Wszystko mnie boli. Najbardziej oczywiście oko. Maść jest okropna. Pani się stara być delikatna, ale chyba nikt nie lubi jak mu się wkłada palec w oko. W dodatku musiałam dziś obciąć pazury, bo urosły mi już " jak nie boskie stworzenie" - tak powiedziała Pani, a po jeździe samochodem tego nie lubię najbardziej.
Nic nie pomogły prośby i obietnice, że będę je ścierała na drapaku, a nie na kanapie. Pani była nieugięta. I pazury mi obcięła.
***
Wszystko mnie boli i denerwuje. Chciałam się położyć na drzewku, żeby mimo wszystko mieć oko na Zbója, ale to nie takie proste, bo wszędzie są jego zabawki. Normalnie nie ma się gdzie położyć. W końcu znalazłam sobie miejsce pomiędzy tymi jego skalpami i martwymi myszami.
To skandal jest, żebym nie mogła wygodnie poleżeć na własnym drzewku jak jestem chora, tylko musiała się wciskać!

WIELKA UCIECZKA




Martwię się o Miśkę. nie ma jej na balkonie już tyle czasu... Pytam się Pani czy nie wie co u Miski, a ona tylko: "Co się stało Roksiaczku? Czemu miauczysz?". Po prostu łapy opadają.
Dlatego postanowiłam, że sama sprawdzę. Namówiłam Zbója na małą ucieczkę z domu.
Plan był taki:
* jak Pani otworzy drzwi po powrocie do domu, wybiegamy i biegniemy do Miśki.
*sprawdzamy co u Miśki
*udajemy, że jesteśmy zaginionymi kotkami [ mamy numery telefonów na naszych obróżkach] i czekamy, aż nas Państwo Miśki odstawią do domu.
Plan był prosty.
Początek nawet się udał. Z domu wybiegliśmy... ... niestety każdy w inną stronę. Nie mogliśmy dogadać się jak należy iść do Miski. Ja mówiłam, że trzeba biec do góry, bo Miśka jest zawsze na wyższym balkonie niż my... ... a Zbój, że na dół, bo to inna klatka i nie czekając na mnie pobiegł. Pani zaraz potem mnie złapała i musiałam wracać do domu. Zbój też wrócił, chociaż podobno się zakamuflował za doniczkami... ... ale Pani i tak go znalazła. pani ma chyba specjalne moce, że dostrzegła Zbója

KWESTIA MYSZY


Pytanie, która mysza należy do mnie, jest pytaniem odwiecznym.

A wszystko to wina Zbója. Zabiera moją myszę, morduję, a potem ja nie mam myszy, a on ma.
Dlatego postanowiłam, że mysza będzie zawsze ze mną. Tak na wszelki wypadek.Skrytka za odkurzaczem w szafie jest spalona. Widziałam ostatnio, jak Zbój tam szukał.
Jak tak dalej pójdzie nie będę miała żadnej.
*skrytka pod lodówką - spalona
* skrytka w koszu - spalona
* skrytka pod szafką - spalona
*skrytka za odkurzaczem - zagrożona...
Najbezpieczniej będzie myszy tuż przy mnie.

U PANI WETERYNARZ

Moja wizyta u Pani weterynarz okazała się wielkim rozczarowaniem. Nie było mojej Pani weterynarz tylko jakaś inna Pani. Niby bardzo miła, ale to nie moja Pani. Próbowałam na początek nie wychodzić z kosza. Siedzę w środku, głośno miauczę, że do Niej to ja nie chcę, a co moja Pani na to?... "Roksana jest taka nieśmiała".
Łapy mi opadły i Państwo oczywiście wykorzystali ten moment. Wyciągnęli mnie z kosza. Nie było sensu się wyrywać. Z resztą pomyślałam, że jak już będę na stole to jakoś zwieję. Niestety. Zapomniałam, że tym razem Państwo nie zabrali ze sobą Zbója i oboje mogą się skupić na mnie. O ucieczce mogłam tylko pomarzyć. Zmierzono mi temperaturę i dostałam dwa zastrzyki.
Oczywiście mnie bolało i nie omieszkałam tego zaznaczyć. A co Pan na to? " Roksana nie przesadzaj"
No nie wiem czy on by był taki łagodny i spokojny, jakby dostał dwa zastrzyki w pupala. I to bardzo bolesne zastrzyki.Jakoś w to wątpię.

KWESTIA TULIPANÓW



Kolejne zastrzyki. Już mnie pupa boli.
Pani też chora, więc większość dnia przeleżałyśmy przykryte kocem. Wspólne chorowanie jest fajniejsze.
***
Normalnie czuję się urażona! Pan przyniósł kwiaty. Powiedział, że chorą trzeba rozpieszczać. Ale w tym domu są DWIE !!!! chore, a nie jedna. Pani dostała tulipany, a ja nic. Nie odezwę się do Pana już nigdy. Poszłam zobaczyć czy te tulipany jakieś nie wybrakowane aby. Okazało się, że jak dobrze walnąć łapą to tulipan się rozpada. Czyli z całą pewnością nie były najświeższe... no bo skoro się rozpadają...
Poza tym płatki to nie tulipan, więc nimi mogę się bawić. Zupełnie jak z drzewem i jego liśćmi...A skoro tak...... to wzięłam sobie jeden płatek do zabawy. Tylko się okazało, że jak te płatki są przytwierdzone do tulipana, to trzeba mocno łapą walnąć, a jak płatek jest sam, to ledwo, ledwo go łapą walniesz, a on już do niczego się nie nadaje.
Na szczęście na stole, jak wtedy walnęłam łapą, pozostało jeszcze trochę płatków, więc...... wzięłam sobie tym razem dwa. Tak na wszelki wypadek, żebym jeden miała w zapasie, jak mi się ten pierwszy popsuje. Pani jest pod tym względem dziwna. Jedne rośliny trzyma długo, albo nawet zawsze a inne po jakimś czasie wyrzuca.
Zawsze się ze Zbójem zastanawiamy, jaki jest system wyboru. Po tym wszystkim byłam tak zmęczona, że musiałam się zdrzemnąć. Tylko, że odkąd w tym domu zamieszkał Zbój nie jest to takie proste. Położyłam się na drzewku i co?... oczywiście Zbój nie dał mi spokoju...Dlaczego, ilekroć mu się nudzi musi mnie zaczepiać? Ma tyle zabawek... Panią... Pana... to nie. Uwziął się na mnie!

CHOROWANIE I MAŁE LANIE



No nie dadzą spokojnie chorować. Co za dom!
Leżę sobie spokojnie pod stołem na kartonach , aż tu nagle potworny harmider. Jakby się co najmniej dom walił...wyglądam spod obrusa i co widzę?... Zbój walczy ze swoim skalpem. Nawet nie wiem kiedy kiedy go znalazł. Robił tyle hałasu, że nie mogłam spać, więc postanowiłam z nim porozmawiać.Ale rozmowa ze zbójem zawsze kończy się tak samo... DZIKĄ WALKĄ.
Na początku walczyliśmy na podłodze. Potem ja uciekłam na drzewko, ale Zbój pobiegł za mną i już nie miałam wyjścia. Musiałam kontynuować walkę tym razem na drzewku , a to nie takie proste - trzeba utrzymywać równowagę. Ostatecznie uciekłam pod stół. Zbój jest za gruby i się tam nie mieści, choć nie mogę powiedzieć, że nie próbował......i to na różne sposoby. Nawet zaczaił się na mnie na fotelu, ale ja o tym wiedziałam, więc cichutko siedziałam pod stołem i Zbój był bezsilny. I jak w tym domu można chorować? No jak?

TECHNIKI ŻEBRACZE

Państwo przyjmują dziś gości. NIESTETY, NIE MA ZNAJOMEGO KUCHARZA :-((( Siedzimy w kuchni ze Zbójem i każdy na swój sposób próbuje wyżebrać coś od Pani. To nie takie proste, ale i tak łatwiej od Pani niż od Pana. Pan zawsze powtarza, że koty mają swoje miski, swoje jedzenie i że on też by chciał tak dobrze jeść.
No a czy ja mu bronię?!!!
Czy choć raz przyszedł i powiedział : "Roksiaku daj mi swoich chrupków". Przecież bym mu dała. Niech sobie Pan pochrupie. Dobrze mu to zrobi na zęby i sierść, bo choć ma jej więcej niż Pani to i tak jakoś mało, a w niektórych miejscach puste placki ma nawet.
Wiec jak ja przychodzę i mówię mu: "Daj mi trochę rybki, albo podziel się krewetką" to powinien dać mi trochę rybki albo podzielić się krewetką. Tak uważam. Ale nie.
Tak więc siedzimy i każde z nas ma swoją technikę na wyżebranie.
Zbój miauczy, ociera się o nogi Państwa, ale to nie jest dobra technika, bo ostatnio Pan o mało się nie przewrócił, co tylko go rozzłościło. Potem opierał łapy o szafkę, oczywiście Zbój nie Pan, wyciągał się jak tylko mógł najmocniej i próbował pazurem ściągnąć coś z blatu. Ale jest za mały. Nawet ja jestem za mała, bo jak Państwa nie było w kuchni to sprawdziłam czy dosięgnę i nie dosięgnęłam. Nawet jak bardzo mocno się wyciągnęłam, a jestem przecież większa od Zbója.
W efekcie Zbój wyżebrał dla nas małego brokuła i kawałek cebuli. Od razu zrezygnowałam, ale Zbój był twardy. Pan mu wjechał na ambicję, bo powiedział: " Przecież ty tego nie jesz". Więc Zbój zjadł. Mówił potem, że brokuła da się jeszcze przeżyć, ale ta cebula... okropność.
A ja mam inną technikę. Siedzę sobie grzecznie na progu kuchni, tak, żeby nikomu nie przeszkadzać, ale żebym była widoczna. I siedzę. Nie miauczę. Nie plączę się pod nogami Państwa. Nie mruczę. Nie sięgam łapami do blatu... Po prostu siedzę.W efekcie Państwo stwierdzają, że jestem grzeczna i zawsze coś dostaję. tym razem udało mi się wyżebrać troszkę kurczaczka, troszkę rybki i kilka plasterków salami. Zbój też się załapał.

ŚWIĘTA WG ROKSIAKA



Nareszcie święta. Jedzonko, głaskanko i święty spokój od Zbója. Zaczęło się tak sobie, bo usłyszałam, że jedziemy nad morze. Nie znoszę jazdy samochodem nawet na małe odległości, a Zbój mi powiedział, że to jest co najmniej tysiąc razy dalej niż do Pani weterynarz. No to się załamałam. na szczęście moja Pani myśli o wszystkim. Dała mi takie specjalne tabletki na kocie podróżowanie.
Na początku nic mi nie było, potem jakoś tak trochę mi się łapy zaczęły plątać, potem pomyślałam że wleję Zbójowi [ no jak już pomyślałam, to i mu wlałam], a potem poszłam spać. Jak się obudziłam byliśmy na miejscu. Fajne te tabletki. Nie powiem.
uwielbiam święta. Można spokojnie wylegiwać się na oparciu fotela i patrzeć na drzewo, które tak ładnie błyszczy i się świeci. Oczywiście spokój nie trwał długo, bo Zbój z Tyberiuszem postanowili , ze muszę się z nimi bawić.. na szczęście udało mi się schować w pokoju Pani Tyberiusza.
***
Nie wiem co moja Pani widzi w tej wannie. jak tylko przyjechaliśmy od razu mówi "Nareszcie wanna". Spędza tam bardzo dużo czasu. Postanowiłam sprawdzić co to jest, bo może to przyjemne.
Nie jest. Łapy ci się tylko ślizgają i tyle.

REGAŁ TYLKO DLA MNIE



Jestem kotem szczęściarzem i to bez dwóch zdań. Moi Państwo kupili regał tylko dla mnie. Fajnie co? Na początku trochę się zastanawiałam co to takiego, to wielki, co Państwo wtaszczyli do domu. Wiecie, trzeba być czujnym. Raz nie byłam i proszę - Zbój zadomowił się na całego. Teraz wolę sprawdzać. Tak na wszelki wypadek. Tak więc, gdy tylko pokazali się z tymi wielkimi pudłami wyruszyłam na małe sprawdzanie Zbój oczywiście zainteresował się tymi wszystkimi śrubkami, kołkami i młotkami. Ja wolałam się trzymać z daleka. Kiedy jednak Pan złożył już wszystko w całość postanowiłam sprawdzić jaki jest tego efekt. muszę przyznać, że całkiem, całkiem. I nawet do pyska mi z tym regałem
Taki regał to jednak skarb. Możesz się spokojnie położyć, masz "oko" na cały pokój i to co najlepsze... spokój od Zbója, bo jest za gruby, żeby się dostać na tą wysokość.

ZBÓJOWA DIETA, ROKSIAKOWE KOPYTKA I WIADOMOŚCI PODPROGOWE


Trochę przybrałam na wadze i od razu wielkie halo. Czy ja innym sprawdzam wagę? Nie. Czy ja trąbię, że Pani ostatnio przytyła? Nie. A ona jakby mogła to by w gazecie ogłoszenie zamieściła.
Ledwo Pan przyszedł do domu, a Pani od progu " Słuchaj czy mi się wydaje czy Roksana przytyła i boczki jej się zaokrągliły?"
No i zaczęło się: ważenie, mierzenie i spekulacje. Jakbym po prostu nie mogła sobie spokojnie przytyć.
***
Jeśli Państwo nie zaczną karmić Zbója normalnymi chrupkami to normalnie przysięgam, że zacznę mu je w pysku przemycać. Jakiejś korby dostał po prostu. Biega jak wariat po całym domu z kawałkiem gąbki w zębach i tylko zagrożenie sieje. To podobno opracowane przez niego ćwiczenia na utratę wagi. On głupi myśli, że jak zrzuci kilka kilo, to Pani zacznie znów go chrupkami karmić tymi co mnie. Naiwniak. Wiadomo, że Pani dojdzie do wniosku, że to świetna dieta i Zbój do końca swoich dni będzie na niej.
***
Jestem niezwykle mądrym kotem. Czytam różne książki. Głównie te, które Państwo zostawią na podłodze albo na kanapie, ale to się nie liczy. Ważne jest to że czytam.
Ostatnio czytałam o wiadomościach podprogowych.
Postanowiłam, że wypróbuję je na Panu. Jak tylko wrócił i zaczął jeść obiad - pyszne kopytka odsmażane na masełku - usiadłam na oparciu fotela, na przeciwko niego i wysyłam mu wiadomość: "Daj kopytko Roksiakowi", "Daj kopytko Roksiakowi". I patrzę na niego intensywnie, a potem na kopytko na talerzu i znów na Pana. "Daj kopytko Roksiakowi"...
A Pan mi na to: "Roksiaku nie masz się co patrzeć. Koty nie jedzą kopytek. Uwierz Panu"... Postanowiłam, że się nie poddam i jeszcze raz wysłałam mu tą podprogową wiadomość : "Daj Roksiakowi kopytko".
Ostatecznie Pan mi kopytka nie dał. Chyba tych progów nie ma i dlatego wiadomość podprogowa do niego nie dotarła. Na szczęście wyszedł na chwilę do kuchni, więc sama sobie wzięłam kopytko. Takie z brzegu talerza. Jedno dla mnie, jedno dla Zbója, żeby mi potem nie marudził. I okazało się, że koty jednak jedzą kopytka. Zaczynam wątpić, czy aby na pewno mój Pan wie wszystko.
***
Dalej eksperymentuję z tymi wiadomościami podprogowymi. Tym razem wysyłałam wiadomość Zbójowi. Daj Roksanie swoją nitkę. DZIAŁA!!!! Mam nitkę Zbója. Jak się trochę pobawię to mu ją oddam.

NAUKA GOTOWANIA

Okej. Podstawą gotowania jest : NIE WKŁADAĆ ŁAPY DO MISKI Z SAŁATKĄ. I tylko tyle. To jest najważniejsze.
No dobra, ta zasada ma jeszcze tekst malutkim druczkiem: WTEDY KIEDY PANI PATRZY.
Ale od początku. jestem dziewczynka i każdy wie, że dziewczynki powinny gotować. No to postanowiłam się nauczyć. No to się uczę. Przeglądam z Panią książki jak robi obiad, ale na tym współpraca w dobrych stosunkach nam się kończy. No jak ja mam się nauczyć gotować, jak siedzę w przedpokoju?! Nic stamtąd nie widzę. Więc weszłam sobie na szafkę. A Pani od razu krzyczy i mówi, że mam zejść z szafki, bo i tak nic nie wyżebrze. A czy ja chcę żebrać? Uczyć się chcę. Ale Pani jak to Pani. Nie zrozumiała i mnie pogoniła. No to nie było rady. musiałam wejść na lodówkę. Pani trochę po marudziła, ale w końcu dała za wygraną i mogłam siedzieć na lodówce. Teraz przynajmniej wszystko widzę. I mogę się uczyć.
AAAAA krewetki... Czy jest coś lepszego niż krewetki?... No dobra, jest. Tuńczyk. Ale krewetki są zaraz za nim. A Pani dziś robi sałatkę z krewetek. No to siedzę i patrze. Jakieś zielsko, jakieś kulki - kukurydza albo groszek, nigdy nie wiem, które jest które, ale jedno z nich lobię. Tez nigdy nie pamiętam które, więc za każdym razem muszę próbować. I krewetki. Mniam.
Pani co trochę próbuje i coś tam dosypuje. Mówię, jej że też bym chciała spróbować. Nie pozwoliła. Nie miałam wyjścia, jak Pani wyszła zeszłam z lodówki i wskoczyłam na szafkę. I wcale nie było to wyżeranie krewetek, jak mnie później oskarżono! Ja tylko próbowałam, czy dobra. W trosce o Pana oczywiście, który potem miał ją jeść.
I oczywiście jak próbowałam akurat krewetki, to wszedł Zbój. Jest taki gruby, że sam nie może wskoczyć na szafkę, więc chciał, żebym mu też dała. Mówię, mu że ja nie wyżeram tylko próbuje, a on mi na to, że jak mu nie dam krewetki, to zawoła Panią. No to nie miałam wyjścia. I właśnie wtedy, jak szukałam w sałatce jakiejś większej krewetki dla Zbója [ żeby potem nie mówił, że sobie to duże wyciągam, a jemu to jakąś małą] weszła Pani.
I zaczęło się kongo. Pani w krzyk, ja z tą łapą w sałatce, jeszcze mi się jakieś zielsko przyczepiło... Dosłownie w ostatnim momencie nadziałam na pazur jeszcze jakiś mały kawałek krewetki i w nogi. Pani za mną. A Zbój, przez którego to wszystko siedzi i nic na moją obronę nie mówi.
Ostatecznie dostałam lanie i mam zakaz wchodzenia do kuchni, ale plusem jest to, że jeszcze się załapałam na trochę sosiku... tego na łapie.
Stad właśnie wiem, że podstawową zasadą przy gotowaniu jest: NIE WKŁADAĆ ŁAPY DO MISKI Z SAŁATKĄ.
***
A Zbójowi, już nigdy nic nie podam z szafki.

NOWA MYSZA


W poniedziałek dostałam w paczce nową myszę od siostry mojej Pani. Jest bardzo duża i ma kolorowe pióra w ogonie. Jak tylko dostałam ja w swój pysk od razu poszłam schować w tajną skrytkę. Inaczej Zbój by mi ją zabrał.
Dopiero jak Zbój przeprowadził te swoje durne testy mogłam się spokojnie pobawić moją myszą. Teraz łatwo ja rozpoznać, bo mysza Zbója nie ma już piór, a moja dalej jest ładna.

WALKA O PARAPET


Wreszcie znalazłam idealne miejsce do spania, po tym jak Zbój wyrzucił mnie z drzewka. Cicho, mięciutko [ Pani położyła mi kocyk], od dołu grzeje... słowem parapet okienny w salonie. I oczywiście zbój się uparł, ze on też chce spać na parapecie. Ciągle przychodzi i nie dość ze mnie budzi to jeszcze bije. Taki z niego Zbój.

KARTON WEŁNY



Ostatnimi czasy nasza Pani dostaje duze pudła. Z regóły nie ma w nich ciekawego, ale czasem coś się zdarza. Jak ostatnio. Przybył do nas wielki karton wełny. Ja raczej za wełną nie przepada, ale Zbój ją uwielbia i pokazał mi jak się można fajnie bawić.

Z zabawą musze przyznać różnie bywa, ale jak się fajnie na takiej wełnie leży... mru mru... chrap chrap [ bo ja trochę chrapię i świszczę jak śpię - Pani doktor powiedziała ze to przez astmę].
Oczywiście Zbój nie pozwala mi za długo siedzieć w kartonie i zaraz mnie wyrzuca , ale co sie dziwić - toż to prawdziwy Zbój.
We wtorek postanowiliśmy zrobić Pani niespodziankę - ostatnio ciągle gdzieś wychodzi i strasznie długo jej nie ma. Cały dom upiększyliśmy kolorowymi nitkami. Pani była tak zaskoczona ze słów jej zabrakło. Zbój mówi że była pod wrażeniem naszej pomysłowości i poświęcenia [ dużo czasu zajęło np. okręcenie nitkami wszystkich nóg od krzeseł. w dodatku, jak się kot już rozkręcił, to nitka się kończyła i trzeba było brac nową. Ale daliśmy radę.]

sobota, 9 maja 2009

AFRYKAŃSKA MYSZA



Świat nabiera zupełnie nowych barw gdy ma się nieograniczony dostęp do afrykańskich myszy. A ja podczas całego pobytu nad morzem miałam właśnie taki dostęp. Wszystkie stały sobie spokojnie w wazonie i czekał... na mnie. mogłam wybierać do woli.
A kiedy już wybrałam... zmieniałam się w polownika. Prawdziwego Tygrysa z Pomorza.

ŚMIERĆ MYSZY I ZBÓJOWA ŻAŁOBA


Dziś Zbój zabił myszę. Mówiłam mu, że jest niewinna, że to ja zachęciłam ją do zabawy w przedpokoju, ale był nieugięty. Powiedział, że zdradę karze się śmiercią. TO BYŁA JEGO UKOCHANA MYSZA!
Wyrzucił ją z balkonu.
Oczywiście potem resztę dnia i wieczoru marudził, że nie ma myszy. A kto mu kazał ją wyrzucać?Jeśli Państwo nie kupią Zbójowi nowej myszy przysięgam, że wyskoczę oknem zaraz za nią. No bo ile można słuchać: MOJA BIEDNA MYSZO, TAK CIĘ KOCHAŁEM... pytam się ile?!
***
Śmierć myszy ma swoje plusy. Zbój leży na podłodze ostentacyjnie się nudząc, więc ja mogę korzystać ze wszystkich miejsc, które do tej pory były okupowane przez Zbója. Życie nabiera kolorów gdy masz dla siebie i drzewko, i kanapę i fotel i łóżko Państwa. Tak... życie jest o wiele piękniejsze!Naprawdę zrobiło mi się żal Zbója. Chyba kochał tą mysze całym swoim Zbójowym sercem. Kiedy o 22:00 nadal leżał na podłodze i nie dawał oznak jakiegokolwiek Zbójowego szaleństwa postanowiłam, że się z nim trochę pobawię.
Na początku nie chciał, ale potem się okazało, że nie ma to jak berek. Zawsze poprawia humor. Co prawda Panu cierpliwość skończyła się około drugiej [ mięczak], ale i tak nie bardzo mógł nas złapać. Tyle tylko, że ograniczył nam pole do biegania,bo zamknął drzwi od sypialni.
Gorzej będzie jak Pani wstanie, bo trochę nam się na poprzewracało rzeczy - głównie roślin Pani- i ta nowa firanka już wygląda trochę gorzej [ mówiłam Zbójowi, że jest za ciężki by się na niej pobujać]. Ale to i tak niska cena za szczęście Zbója...

SOBOTNIE PRZYJĘCIE


Państwo przyjmują dziś gości. NIESTETY, NIE MA ZNAJOMEGO KUCHARZA :-(((
Siedzimy w kuchni ze Zbójem i każdy na swój sposób próbuje wyżebrać coś od Pani.
To nie takie proste, ale i tak łatwiej od Pani niż od Pana. Pan zawsze powtarza, że koty mają swoje miski, swoje jedzenie i że on też by chciał tak dobrze jeść.
No a czy ja mu bronię?!!!
Czy choć raz przyszedł i powiedział : "Roksiaku daj mi swoich chrupków". Przecież bym mu dała. Niech sobie Pan pochrupie. Dobrze mu to zrobi na zęby i sierść, bo choć ma jej więcej niż Pani, to i tak jakoś mało, a w niektórych miejscach puste placki ma nawet.
Wiec jak ja przychodze i mówię mu: "Daj mi trochę rybki, albo podziel się krewetką" to powinien dać mi trochę rybki albo podzielić się krewetką. Tak uważam. Ale nie.
Tak więc siedzimy i każde z nas ma swoją technikę na wyżebranie.
Zbój miauczy, ociera się o nogi Państwa, ale to nie jest dobra technika, bo ostatnio Pan o mało się nie przewrócił, co tylko go rozzłościło. Potem opierał łapy o szafkę, wyciągał się jak tylko mógł najmocniej i próbował pazurem ściągnąć coś z blatu. Ale jest za mały. Nawet ja jestem za mała, bo jak Państwa nie było w kuchni to sprawdziłam czy dosiegnę i nie dosięgnęłam. Nawet jak bardzo mocno się wyciągnęłam, a jestem przecież większa od Zbója.
W efekcie Zbój wyżebrał dla nas małego brokuła i kawałek cebuli. Od razu zrezygnowałam, ale Zbój był twardy. Pan mu wjechał na ambicję, bo powiedział: " Przecież ty tego nie jesz". Więc Zbój zjadł. Mówił potem, że brokuła da się jeszcze przeżyć, ale ta cebula... okropność.
A ja mam inną technikę. Siedze sobie grzecznie na progu kuchni, tak, żeby nikomu nie przeszkadzać, ale żebym była widoczna. I siedzę. Nie miauczę. Nie placzę się pod nogami Państwa. Nie mruczę. Nie sięgam łapami do blatu... Poprostu siedzę. W efekcie Państwo stwierdzają, że jestem grzeczna i zawsze coś dostaję. Tym razem udało mi się wyżebrać troszkę kurczaczka, troszkę rybki i kilka plasterków salami.