Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koci znajomi przyjaciele i wrogowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koci znajomi przyjaciele i wrogowie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 września 2010
POŻEGNANIE TYBERIUSZA
W dniu dzisiejszym nasz fumfel - mój i Roksiaka. Największy komandos, nieoceniony towarzysz psot oraz niedościgniony nauczyciel kamuflażu przeniósł się po ciężkiej chorobie na pole wiecznej marchewki. Będzie nam brakowało Tyberiusza.
wtorek, 6 lipca 2010
TECHNIKI POLOWNIKÓW
Odkąd mieszkamy w nowym miejscu dosłownie nie wiem w co łapy włożyć. Oprócz normalnych zadań związanych ze szkoleniem komandoskim [ Zbój doszedł do wniosku, że pomimo tego, że przeszłam do rezerwy i nie ukończyłam kursu dla astronautów, dalej powinnam uczestniczyć w różnych ćwiczeniach i doszkalaniach], muszę jeszcze wykazywać inicjatywę wobec Państwa, bo "dwa koty w domu i tyle much... Roksiaku czemu nie polujesz na muchy?..."
Prosta sprawa - nie poluję na muchy, bo nie mam czasu. Jestem zajęta opracowywaniem dwóch planów komandoskich uderzeń:
1. Jak dobrać się do Jaskół, które są już zwyczajnie bezczelne i latają sobie bezkarnie.
Ostatnio jedna z nich [ jestem absolutnie pewna ] pokazała mi środkowe pióro w skrzydle jak wylatywała z gniazda. No, na takie rzeczy to ja nie mogę pozwolić. Dlatego też przez część dnia i nocy prowadzę obserwacje, które w przyszłości, być może, pomogą mi jakoś się do nich dobrać. Na razie wiem jedno - pomimo tego, że schudłam nie jestem w stanie przecisnąć się przez dziurę, jak okno jest tylko uchylone. Zbój mówi, że trzeba czekać, aż Pani otworzy okno, ale Pani jest sprytna i jak otwiera okno to zamyka drzwi, żeby nie można się było dostać do środka. Co prawda Zbój powiedział, że nad tym pracuje, ale jakoś mu nie wierzę, bo on tylko ciągle śpi.
Prosta sprawa - nie poluję na muchy, bo nie mam czasu. Jestem zajęta opracowywaniem dwóch planów komandoskich uderzeń:
1. Jak dobrać się do Jaskół, które są już zwyczajnie bezczelne i latają sobie bezkarnie.
Ostatnio jedna z nich [ jestem absolutnie pewna ] pokazała mi środkowe pióro w skrzydle jak wylatywała z gniazda. No, na takie rzeczy to ja nie mogę pozwolić. Dlatego też przez część dnia i nocy prowadzę obserwacje, które w przyszłości, być może, pomogą mi jakoś się do nich dobrać. Na razie wiem jedno - pomimo tego, że schudłam nie jestem w stanie przecisnąć się przez dziurę, jak okno jest tylko uchylone. Zbój mówi, że trzeba czekać, aż Pani otworzy okno, ale Pani jest sprytna i jak otwiera okno to zamyka drzwi, żeby nie można się było dostać do środka. Co prawda Zbój powiedział, że nad tym pracuje, ale jakoś mu nie wierzę, bo on tylko ciągle śpi.
2. Jak skutecznie przeprowadzić nalot na te koszmarne wróble i gołębie.
Z wróblami i gołębiami jest tak. Latają sobie ciągle przy naszym balkonie i to tak blisko, że czuję normalnie nieświeży oddech tego gołębia, co ma takie zielone gardło. No a wróble to juz osiągnęły bezczel całkowity potrafią, jak ja jestem w domu, siadać na poręczy. Początkowo myślałam, żeby się na nie zaczaić z jednego z naszych koszy, ale okazuje się, że Pani kwiaty, które wykorzystujemy do maskowania, utrudniają później przeprowadzenie akcji.
Po konsultacjach ze Zbójem uzgodniliśmy, że tylko akcja nalotowa odniesie skutek. Pierwotny plan był prosty. Wskakuję na zewnętrzny parapet, czekam na wróbla albo gołębia i jak będzie przelatywał, to wykonuje lot nurkujący, ląduję mu na grzbiecie i skrzydłach, przegryzam gardło, no a potem wracam do domu. Plan prosty, nie niosący ze sobą żadnych niespodzianek.
Oczywiście jak tylko Pani dowiedziała się co i jak, to zastawiła parapety doniczkami i teraz nie bardzo mam jak tam wskoczyć. No, ale... pracuje się nad tym.
Ze Zbójem... kiedy nie śpi.
czwartek, 17 czerwca 2010
NOWI WROGOWIE
Ponieważ Państwo bez konsultacji ze mną i Roksiakiem postanowili zmienić miejsce zamieszkania, nie miałem ostatnio zbyt wiele czasu na pisanie. Wiecie jak to jest - trzeba zbadać nowy teren, przeszkolić w nim myszy [ a propos myszy - odnalazłem dzięki tej przeprowadzce 5, które wcześniej zaginęły podczas szkoleń] i do tego te Jaskóły.
Po prostu koszmar. Roksiak to już ma pełną nerwicę i lada moment trzeba go będzie wysłać na leczenie [ choć nie wiem czy jest sens tracić pieniądze, bo na moje oko to ona jest w stanie nieuleczalnym]. Są bezczelne, aroganckie i ciągle nas przedrzeźniają. A już najbardziej Roksiaka.
Ja doszedłem do wniosku, że nie będę się dawał ośmieszać i nie zwracam na nie uwagi - przynajmniej na razie, póki nie opracuję jakiegoś super efektownego planu komandoskiego. A dla tych, którzy są ciekawi, to tak wyglądają nasze Jaskóły:
Po prostu koszmar. Roksiak to już ma pełną nerwicę i lada moment trzeba go będzie wysłać na leczenie [ choć nie wiem czy jest sens tracić pieniądze, bo na moje oko to ona jest w stanie nieuleczalnym]. Są bezczelne, aroganckie i ciągle nas przedrzeźniają. A już najbardziej Roksiaka.
Ja doszedłem do wniosku, że nie będę się dawał ośmieszać i nie zwracam na nie uwagi - przynajmniej na razie, póki nie opracuję jakiegoś super efektownego planu komandoskiego. A dla tych, którzy są ciekawi, to tak wyglądają nasze Jaskóły:
wtorek, 16 marca 2010
POMAGAMY INNYM KOTOM
Pani ostatnio wpadła na pomysł, że skoro mamy takie duże, nowe drzewko, to stare mogłoby posłużyć innym kotom. Usiedliśmy przy komputerze i poszukaliśmy potrzebujących kotów. Znaleźliśmy je tutaj. W weekend wybierzemy się z małym prezentem.
czwartek, 23 lipca 2009
NOWE POKOLENIE
Właśnie się dowiedziałem, ze na Pomorzu rośnie nowe kociamberkowe pokolenie. Ten łaciaty to Pimpuś, a drugiego imienia jeszcze nie znam. mam nadzieję, ze uda mi się, jak będę na Pomorzu, Poprosić Panią, żeby pozwoliła mi się z nimi pobawić. W końcu jestem tak jakby ich przyszywanym wujkiem i ciąży na mnie odpowiedzialność, by uczynić z nich prawdziwych komandosów. A tak widzę, że Pimpek ma niezłe zadatki by być dobrym komandosem.
Oczywiście muszę najpierw opracować plan szkolenia, dostosowany do ich wieku i pewnie krótkiego okresu jakim będę dysponował na to szkolenie. Eh, znów łapy pełne roboty.
niedziela, 19 lipca 2009
GANG WRÓBLI
Mój ostatni pobyt na Pomorzu miał niezwykle duży walor edukacyjny. Nie tylko dowiedziałem się o nowych technikach komandoskich od mojego kumpla Tyberiusza, ale przekonałem się, ze klan wróbli jest niezwykle rozbudowana siatką.
Ja mam tylko jednego wróbla i jedną sikorę... no dobra, dołączyła do ich bandy jeszcze szalona sroka, ale to wszystko. A mój fumfel musi walczyć z całym gangiem wróbli, wspomaganym przez zwiadowcze gołębie.
W dodatku Tyberiusz taki mniej skoczny jest, więc trudniej mu się walczy. Na szczęście od czego ma się przyjaciół. Podczas całego pobytu pełniłem warty w punkcie obserwacyjnym [ z niewielkimi przerwami na posiłki oczywiście i czas, kiedy szkoliłem myszę - to bardzo ważne, by nie robić długich przestojów w szkoleniu, bo mysza zapomina czego się nauczyła].
Wielogodzinne obserwacje doprowadziły mnie do następujących wniosków:
* najprawdopodobniej Pani Tyberiusza została przekupiona przez wroga, bo go dokarmia
* tajna siedziba wróblowego gangu mieści się za skrzynkami na parapecie - można podsłuchać przez ścianę ich tajne rozmowy- jednak nie można zaatakować ich znienacka właśnie przez te skrzynki [ to także dowód na współpracę Pani Tyberiusza z wrogim wróblim gangiem]
* każdego dnia gang coraz bardziej się rozrasta, tworząc wielką ogólnopolską siec wróblową.
Nie wiem, jak przekazać kumplowi, ze jego Pani walczy po drugiej stronie...
niedziela, 10 maja 2009
ŚWIĘTA NAD MORZEM I MÓJ KUMPEL TYBERIUSZ
Święta, święta i po świętach... ja swoje pierwsze boże narodzenie spędzałem nad morzem. U rodziców mojej Pani i mojego kumpla Tyberiusza. Drga jak zawsze była długa, ale dzielnie ją zniosłem. Właściwie to nawet lubię podróżować samochodem. Tyle się za oknem dzieje...
Kiedy przyjechaliśmy na miejsce mój kumpel już spał w pokoju swojej Pani. Drzwi były zamknięte, więc nie mogłem się z nim przywitać od razu. Ale rano, jak tylko się otworzyły powitania nie miały końca.
fajnie że mnie jeszcze pamiętał. Od razu zaczęliśmy się bawić. Mówię wam, mój kumpel ma niezłe pomysły. Tylko jedno jest kiepskie. Nie można mu podjadać z miski. Je jakieś takie dziwne rzeczy.
sobota, 9 maja 2009
SŁONECZNY DZIEŃ
Słonecznie dzisiaj.
Roksana jak tylko państwo otworzyli drzwi na balkon, pobiegła wypatrywać Miśki.
Chyba się o nią martwi, bo to już kilka dni, a Miśki nie ma na dachu.
Mnie dziewczyny nie interesują, interesują mnie tylko myszy.
No dobra... może troszkę interesowałem się czy Miśka będzie na dachu, ale tylko troszkę.
Miski nie ma. Nie pokazała nawet kawałka ogona. Chyba jest bardziej chora niż myśleliśmy. Biedna Miśka.
Popołudnie mija dziś leniwie. Państwo trochę leniuchowali z nami, tzn. ze mną i Roksaną, a potem coś tam robili z małymi plastikowymi figurkami. Chciałem pomóc, kiedy robili zdjęcia, ale jakoś nie byli zainteresowani pomocą.Dlatego postanowiłem powalczyć z Roksaną. Walka była długa i wyczerpująca...
W końcu nie mogłem już ustać na nogach. musiałem się zdrzemnąć.Walka z Roksaną to nie to samo, co walka z myszą...... na mysze mogę naostrzyć pazury.
Wtedy jestem jeszcze groźniejszy.
Oczywiście o ile to możliwe.
NOWI KUMPLE
To mój nowy kumpel - Tyberiusz.
Początkowo się bał, ale mój urok osobisty potrafi przełamać każdy opór. Zaczęło się od mycia uszu.
Czy ja wszystkim muszę myć uszy?
A potem już było fajnie.
Pełna współpraca. Okazało się, że jego Pani ma fajne trawy, doskonale udające myszę. Tylko za długi jest ten dynks. Krótka narada z Tyberiuszem i jesteśmy w domu. Ja włażę na półkę i wyciągam je z wazonu, a on przycina do odpowiedniej długości. Nie ma to jak mieć kumpla. Mam niby myszę.
***
Od rana nawiązuję nowe przyjaźnie. Ten kot za kieliszkami jest bardzo sympatyczny, tylko ciężko się do niego dostać. Nawet jak stanąłem na koszu, to byłem za malutki. Jestem przekonany, że chciałby się ze mną pobawić. Pokazałbym mu moją myszę, ale nie mam jej tutaj.
BEZCZELNA SIKORA I WŚCIBSKI WRÓBEL
Nigdy nie zrozumiem mojej Pani. W każdą zimę to samo. Ledwo mróz chwyci, śnieg poprószy, a moja Pani zaczyna dokarmiać Bezczelną Sikorę i jej kumpla Wścibskiego Wróbla.
W moją pierwszą zimę myślałam, że Pani jest bardzo sprytna. Sikora z Wróblem przylecieli wygłodzeni, wychudzeni... wiecie, nawet nie byłoby co na ząb wrzucić, więc moja Pani zaczęła ich dokarmiać.
A to smalec, a to skwarki, a to jakieś zboże...W końcu oboje przybrali na wadze na tyle dużo, że nie było na co czekać. I co zrobiła moja Pani? No co?!... Nie pozwoliła mi wychodzić na balkon kiedy któreś z nich tam akurat było. Nie ważne, że tłumaczyłam, że już są wystarczająco utuczeni, że niedługo skończy się zima i już nie przylecą, że jakieś inne osiedlowe koty skorzystają na naszym wysiłku i upolują je zanim my to zrobimy...
Pani była głucha na wszystkie argumenty.
Oczywiście zima się skończyła i było, że się tak wyrażę "po ptakach"na naszym balkonie. I dziś, siedzę sobie w domku, wyglądam przez szybę [ pani nie pozwala mi wychodzić na balkon, bo jestem jeszcze chora i ciągle dostaję zastrzyki], aż tu nagle nadlatuje Sikora ze swoim kumplem.
Aż mnie krew zalała. Podleciała sobie bezczelnie, usiadła na oparciu krzesełka, które stoi na balkonie i po prostu śmieje się pod dziobem. Ze mnie się śmieje!
Co było robić, pobiegłam po Panią. Doprowadziłam ją do okna, pokazuje Sikorę i zaklinam na wszystkie świętości, żeby mnie wypuściła. Tłumaczę, że wystarczy mi minutka i upoluje taką Sikorę, a Pani na to " Podoba się kotu ptaszek? Śliczny prawda?".
Jaki śliczny ptaszek?! Bezczelna Sikora, która śmieje się ze mnie już trzecią zimę! Gdyby nie Pani już dawno byłaby w sikorowym niebie, a ja miałabym jej pazury i dziób jako trofeum!
***
Pokazałam Zbójowi Sikorę i Wróbla. Niech wie, że honor tego domu wisi na włosku. Dwa koty, a Ptaszory bezkarnie fruwają po niebie, łażą po parapetach i posilają się naszym prywatnym smalcem.
***
Zbój szaleje. Zobaczył jak Sikora się z nas nabija i poprzysiągł jej zemstę. Tłumacze, ze to nie takie proste, ale powiedział, że nie daruje. tak długo miauczał pod oknem, że Pani wypuściła go na balkon. Ja tez wyszłam, ale zaraz wróciła. Strasznie zimno. Wolę cieplutkie mieszkanko. A Zbój twardo siedzi. Ale on może, z taką warstwą tłuszczu przetrzyma nawet epokę lodowcową, nie tylko naszą zimę.
Etykiety:
koci znajomi przyjaciele i wrogowie,
polowanie,
Roksiak
KUMPEL Z LUSTRA PO KILKU MIESIĄCACH
Jak tylko odespałem podróż i przywitałem się z Tyberiuszem od razu pobiegłem przywitać się z moim kumplem z lustra. sporo czasu się nie widzieliśmy.Ja na przykład zdążyłem tak urosnąć, ze już nie potrzebowałem stawać na mój koszyk, żeby się z nim zobaczyć. Masakrycznie urósł. A jeszcze niedawno był całkiem mały. Chciałem się z nim pobawić, ale nie mogłem do niego dojść, choć próbowałem na różne sposoby. Jakoś tak się sprytnie ukrył, ze nie było do niego dostępu. A szkoda.
WIOSENNE PRZESADZANIE
Ja to jednak jestem pomocnym i pracowitym kotkiem. Co prawda przyjechałem nad morze, żeby odpoczywać i podjeść wielkanocnej szynki [ Pani z tą swoją dietą pokrzyżowała mi plany], ale jak trzeba było pomóc przy przesadzaniu to oczywiście nie odmówiłem.
A było tak...
Mój kumpel Tyberiusz poprosił mnie i Roksiaka, żebyśmy mu pomogli pomagać jego Pani w przesadzaniu roślin. No jak kumpel prosi to się nie odmawia.
Pomagałem dosłownie przy wszystkim. Sprawdzałem czy jest w doniczce właściwa ziemia, czy roślina się w doniczce mieści, nawet czy wystarczy nam ziemi do sadzenia
Oczywiście nie obyło się bez komandoskiego szkolenia. Tyberiusz pokazał mi jak szybko można się okopać, gdy wróg cie zaskoczy
Po przyjeździe do domu wykorzystałem swoje nowe umiejętności do pomocy Pani i do ćwiczeń w komandoskim maskowaniu. Co prawda pani nie pozwalała mi się okopywać, ale za to jak była zajęta ćwiczyłem maskowanie workiem na śmieci.
Etykiety:
filmy,
koci znajomi przyjaciele i wrogowie,
święta,
wspomnienia Zbója,
zabawa
ODKRYWCA. WŚCIBSKI WRÓBEL I BEZCZELNA SIKORA. ZDRADA MYSZY
Dziś większość dnia spędziliśmy z Roksaną sami. Państwo gdzieś pojechali, a my zostaliśmy. Nie żebym narzekał. Spokojnie można było wreszcie sprawdzić większość rzeczy.
Dlatego na ten jeden dzień zamiast komandosem zostałem ODKRYWCĄ.
Oto wyniki moich badań:
*Pani ma rośliny dobre i złe. Po dobrych można chodzić, i można je gryźć. Jak się trochę postarać, to można je też wykopać. Te złe kłują jak się tylko do nich zbliżysz.O gryzieniu czy kopaniu mowy nie ma.
* Nie można ciągnąć rośliny za to co jej zwisa, nawet jak bardzo mocno cie zachęca. Jak tylko pociagniesz zaraz spada i robi się huk.
*GRZEBANIA W ŚMIETNIKU PANI NIE TOLERUJE i nie pomaga nawet tłumaczenie, że były tam intrygujące zapachy.
* nie można spać w Pani szafce. Nawet jak się nauczyło ją otwierac.
* nie sikanie na łóżko Panstwa, kanapy i fotele zdecydowanie się opłaca - Pan był zadowolony i dał mi dodatkową porcję rybki. Takiej prawdziwej.
* Jak się grzecznie wejdzie na stól i nic nie poprzewraca to Pani nie będzie o tym wiedzieć.
* można maksymalnie urwac dwa liście z jednej rośliny inaczej Pani jest zła
***
Poznałem Wścibskiego Wróbla i Bezczelną Sikorę. Roksiak mi ich pokazał. To było straszne. Nigdy nikt tak się ze mnie nie śmiał.
Siedzę sobie na parapecie, a tu nagle nadlatuje Sikora z Wróblem, lądują na parapecie i śmieją się ze mnie, że nic im nie zrobię. Mówię o tym Pani a ona: "Tak ptaszki. Bardzo ładne ptaszki" Ehhhhh!!!!
***
Nigdy nie sądziłem, że dożyję chwili kiedy moja własna mysza mnie zdradzi.
Ale jest czarno na białym! Mysza nie ma się co tłumaczyć.
Zaczęło się od tego, że byłem w kuchni i szukałem mojej myszy. Sprawdziłem wszystkie zakamarki i skrytki, ale nigdzie jej nie było. Zaczynałem się już martwić i to poważnie. A tu wchodzę do pokoju, patrze a moja mysza bawi się z Roksiakiem. MOJA MYSZA.
Podszedłem do mojej myszy i przypomniałem jej do kogo należy. A do Roksiaka to się już nie odezwę do końca życia.
KOREK, MYSZA I PIPI
Hmmm... moi Państwo przyjmują dziś gości.
Niestety nie pomyśleli ani o mnie, ani o Roksiaku. KUCHARZA NIE BĘDZIE!
Pani gotuje sama, więc o wyżebraniu czegokolwiek możemy jedynie z Roksiakiem pomarzyć. A szkoda... czuję rybkę. Dostałem korek. Pan mówi, że w tym domu [ czyli naszym] jest tyle zabawek, że można by otworzyć przedszkole dla kotów, ale na Pani nie zrobiło to wrażenia i i tak dała mi korek. Zabawa była świetna do momentu gdy nie wpadł pod szafkę.Wiecie jak to jest... wkładasz łapę, już już myślisz że go masz, a on w ostatnim momencie ci się wymyka. strasznie frustrujące.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korka nie odzyskałem ale odzyskałem za to dawno utraconą myszę do ścierania pazurków.
Bardzo się za nią stęskniłem. Postanowiłem pokazać jej jak bardzo ją kocham, więc ją przytuliłem... oczywiście potem walczyliśmy...
Jestem zaproszony do Pipi. Jeszcze nigdy jej nie widziałem, ale jej Pani powiedziała, że jesteśmy do siebie tak podobni, jakbyśmy byli rodzeństwem.
No nie wiem czy chciałbym mieć jeszcze jedną siostrę. Może lepiej żeby była moją koleżanką?
Podobno jest bardzo nieśmiała. Tak mówi jej Pani. A jej Pan dodał, że od wszystkich w okolicy dostaje lanie, więc boi się wychodzić do ogrodu.Zostanę jej obrońcą. Będę jej bronił przed innymi kotami.Roksana powiedziała, że kiedyś Pipi miała siostrę, ale zabił ją pies sąsiadów.
Nie wiem co to jest pies, ale z pewnością go pokonam.
W końcu jestem Pogromcą i Komandosem.CIEKAWE JAKA JEST PIPI. HMMM....
NIESPODZIEWANA WIZYTA MIŚKI

Ale się narobiło. Weź tu wypuść Panią po mleko. Od razu wraca z nowym kotem i to jakąś zakrwawioną ofiarą. moja pani taka już jest.
Chciałem się z tym nowym kotem zaprzyjaźnić, ale to jakiś dzikus. Tylko prycha, warczy i ucieka. Mnie się zdaje, że to ten kot z klatki obok , do którego z balkonu wzdycha Roksana, ale nie będę się wtrącał. Muszę tylko od razu mu uświadomić że pani jest moja i tylko moja. wystarczy że muszę się dzielić z Roksaną i Panem. jeszcze jeden kot, to było by stanowczo za dużo. Pani się trzęsie nad tym nowym. Musiałem jej przypomnieć kto jest jej ukochanym koteczkiem. ... no, nie powiem, udało się. siedzę na jej kolanach.
***
No dobra. Myślę, że już wie, że Pani jest tylko moja. Poocierałem się, pomruczałem, a teraz siedzę na kolanach i od czasu do czasu uderzam łapą w klawiaturę. Grunt to zaznaczyć swoje miejsce w tym domu. A na zdjęciach ten nowy dzikus. Żebym pamiętał jak wygląda jak już sobie pójdzie.
Z ostatniej chwili. znalazł się właściciel dzikusa. Okazało się, że to dziewczyna - Miśka.
Dom, znów należy do mnie. no dobra, do mnie i do Roksiaka. Ale do mnie w większej połowie.
Etykiety:
koci znajomi przyjaciele i wrogowie,
wspomnienia Zbója,
Zbój
Subskrybuj:
Posty (Atom)