Pokazywanie postów oznaczonych etykietą raporty głodującego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą raporty głodującego. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2009

KONIEC DIETY I MEKSYKAŃSKA KUCHNIA

NARESZCIE...NARESZCIE...NARESZCIE!!! W dniu 4 maja zakończyły się moje męczarnie z dietą. Po długich przemyśleniach i analizach moja Pani weterynarz doszła wreszcie do wniosku, ze waga 6,7 kg jest dla mnie optymalna i nie muszę być dalej głodzony. Mogła mnie spytać wcześniej, to od razu bym jej powiedział, ze to nie tłuszcz daje mi taka wagę tylko komandoskie mięśnie wyrobione w czasie wielu walk z szeregowcem Roksiakiem, a brzuch to wcale nie oznaka obżarstwa - jak twierdzi mój Pan, tylko oznaka szacunku i władzy.
Oczywiście nie mogło być idealnie. Moi Państwo dostali długą listę, co mogę jeść a czego nie. Meksykańskie jedzonko zostało zabronione, ale... jakoś sobie radzę. w końcu życie bez nachos'ów? Co to za życie?

sobota, 9 maja 2009

SZKOLENIA NAMIOTOWE



Szkolenie Roksiaka to nie jest taka prosta sprawa jak się wydaje. Szeregowiec Roksiak jest bowiem niezwykle opornym uczniem, który w dodatku robi wszystko, by się od szkolenia wymigać. A to ją głowa boli, a to chce się opalać, a to schowa się tak, ze ledwo mogę ją znaleźć. A przecież wszyscy dobrze wiedzą, że żeby komandos był sprawny i cenny musi ćwiczyć. Dlatego właśnie podjąłem specjalne starania i wdrożyłem nowatorski plan jeśli chodzi o zrobienie z Roksiaka prawdziwego komandosa. Szeregowiec Roksiak albo padnie, albo będzie komandosem. jedno jest pewne - nie poddam się.
Roksiakowe szkolenia rozpocząłem od wykorzystania niezwykle cennego elementu ćwiczeniowego jakim jest jeden z naszych namiotów. Sprawa nie była łatwa. Szeregowiec, przeczuwając ze będzie to szkolenie ostre odmawiał wejścia do namiotu. Ale sami wiecie... moja charyzma, mój urok osobisty zrobiły swoje. Kiedy już udało mi się zapędzić ją do środka dalej było prosto. Blokujesz wejście i szkolisz Roksiaka do walki w małych pomieszczeniach. A tak wygląda Roksiak po szkoleniu:

DALSZA DIETA

Wczorajsza wizyta u Pani doktor przyniosła dwie wiadomości. Jedną dobrą - schudłem 300 g. Nie jest to może zalecane 500 g , ale zawsze to postęp. I ważę teraz 6,7 kg. I jedną złą- dalej mam być na diecie. Dlaczego? Pani doktor doszła do wniosku, ze skoro tak dobrze mi idzie, to powinienem dalej katować się dieta.
i Weź się tu staraj! Nie ma po co.

ŚWIĄTECZNA DIETA




Wiedziałem, że przedświąteczna wizyta u Pani weterynarz to nie najlepszy pomysł. Oczywiście jej oszukańcza waga pokazała, że ważę 7 kilo i zostałem wbrew własnej woli zmuszony do ścisłej diety. Dostaje tylko parę specjalnych chrupków, na dno miski. PO PROSTU KOSZMAR!
świąteczny głód zmusił mnie do poszukiwań innego źródła jedzenia [ próby żebracze i metoda na "biednego małego kotka" przestały działać]. Na szczęście mój fumfel Tyberiusz podzielił się ze mną swoimi świątecznymi przysmakami.

Ja nie wiem jak on może uznawać to za przysmak. jakieś takie toto... bez smaku i w ogóle, no ale cóż... darowanemu owsu nie zagląda się w korzenie. Z reszta lepsze to niż to co miał w misce. Suche takie, niby kolorowe jak moje dawne chrupki, ale jeść się tego nie da.
Komandos Zbój - wegetarianin z przymusu
P.S.
Szeregowiec Roksiak - nie objęty dietą oczywiście żarł świąteczną szynkę. i nawet okruszki z kapy wylizała. Sobek jeden

SZKOLENIA KOSMICZNE


W związku z przedłużająca się dietą, na którą zostaliśmy z Roksiakiem skazani przez naszą podstępną Panią Weterynarz, dowództwo - czyli ja, zadecydowało, ze należy poszukać innych źródeł jedzenia, niż dotychczasowe:

* miski,
* pudełko z chrupkami
* okazjonalne żebractwo.

Dlatego też rozpocząłem przygotowania do przyszłego szkolenia Roksiaka w ramach misji Mleczna Droga.
Początkowe obawy, co do braku odpowiedniego zaplecza szkoleniowego [ namiot nie nadaje się do wszystkich ćwiczeń] zostały rozwiane po wizycie w łazience, nie w celach kuwetowych.
Okazało się bowiem, ze posiadamy doskonały sprzęt ćwiczeniowy. PRALKĘ.
Dokładne oględziny wykazały, że w pralce mieści się jeden kot [ Roksiak nie będzie mógł narzekać że tylko ona się naraża]. . W środku jest trochę ciemno i łapy się rozjeżdżają, ale w kosmosie nie może być wygodnie.
Próbowałem namówić szeregowca Roksiaka, żeby tam wszedł, ale nie chciał. Mówi, ze po ostatnich ćwiczeniach namiotowych nadal jest zakręcony. Tłumaczyłem, ze to nawet dobrze, bo nie poczuje różnicy, ale się uparła.
Zwabię ją tam różowymi kulkami, jakie Pani czasem tam wrzuca. Muszę tylko przypilnować jak to zrobi.
Twórca kocich lotów kosmicznych - generał Zbój

TESTY NAMIOTOWE


Starannie przeprowadzone testy namiotowe wykazały:

* zawieszonej w środku piłeczki nie da się urwać, ale doskonale ciągnie się za nią namiot
* nie można chodzić po domu z namiotem na głowie, bo nic się nie widzi
* turlanie się w namiocie wychodzi do momentu gdy nie wpadam pupalem w otwór drzwiowy - wtedy wypadam z namiotu
* piłeczką w środku namiotu nie da rady się bawić - jestem za duży
* troczki na zewnątrz namiotu doskonale nadają się do zabawy
* jeśli skacze się na namiot z kanapy -namiot ucieka w bok
* nie można wybić się z namiotu jak z trampoliny - efekt jak przy skakaniu z kanapy
* namiot jest doskonały do napadów na Roksiaka [ z zasadzki]
* w namiocie mieszczą się wszystkie moje zabawki i skarby, ale ja się wtedy nie mieszczę
* nie można wejść do namiotu przez okienko
* namiot najlepiej przeciąga się w inne miejsce za troczki

i to by było na tyle.
komandoski tester - Zbój

SZKOLENIE SZEREGOWCA ROKSIAKA

Od dwóch dni szkolę szeregowca Roksiaka. To najbardziej odporny szeregowiec jakiego znam. Tłumaczę mu: Roksiak akcja komandoska ma sens, gdy wiesz że zdobędziesz coś do jedzenia i dla siebie i dla mnie. A co na to Roksiak? Wczoraj przeprowadził akcję komandoską na kanapkę Pani i wylizał masło. SAM!!! Nawet nie zgłosiła, ze podejmie działania desantowe na tą kanapkę. Po prostu łapy mi opadły. A Roksiak tylko siedział i się oblizywał. Ehhh...
Zdesperowany szef komandosów - Zbój

piątek, 8 maja 2009

WALKA O UWOLNIENIE CHRUPKÓW


Moje kilkudniowe obserwacje przyniosły wreszcie efekt. Poza chwilowo nieosiągalnym źródłem jedzenia jakim jest lodówka [ nadal opracowuję plan jak niepostrzeżenie się tam dostać i zakamuflować] wykryłem źródło chrupków. Oczywiście Roksiak jak zawsze się mylił. Twierdziła, że chrupki pochodzą z szafki i z torby Pani. Otóż nie! Chrupki pochodzą z pudełka ! ! !
Chwilowo jest ono nie do zdobycia, wszelkie podejmowane akcje zdobywcze nie powiodły się. A było ich całkiem sporo:
1. przedrapanie się do środka:
2. atak z zaskoczenia:
3. wykorzystanie swojej wagi, w celu zarwania pokrywki:
4. metoda Pani, czyli odginanie tego z boku:
5. oraz próba przylizania się do środka:

wszystko na nic. Pudełko jest nie do zdobycia [ chwilowo oczywiście]

ROZEJM Z ROKSIAKIEM

Głodujemy z Roksiakiem już ponad tydzień. Życie straciło sens. jedna mała saszetka dziennie i pół miski chrupków. Nawet jak wyjem chrupki Roksiaka to i tak jestem głodny. Próbowałem żebrania, ale Pani jest twarda jak nigdy.
Ostatecznie podjąłem rozmowy rozejmowe z Roksiakiem. w końcu w trudnych chwilach głodu wszystkie koty powinny działać wspólnie. Umowa jest prosta - jeśli któreś z nas zdobędzie coś do jedzenia dzieli się z drugim. Pomagamy sobie we wszystkich akcjach komandoskich gdzie celem jest jedzenie i żebranie.
Jak na razie nasze sukcesy są zerowe. Pani jest czujna jak nigdy. Nawet na szafce nie zostawia niczego do przegryzienia. Roksiak jako desantowiec co kilka godzin lustruje kuchenne blaty. Po prostu smutek i nostalgia.

WYROK

No i stało się najgorsze. 5 marca moja Pani Weterynarz przestała mnie kochać i wydała wyrok; jestem za gruby i razem z Roksiakiem mam przejść na dietę.Tłumaczyłem, że to wszystko mięśnie komandosa i na diecie powinien być Roksiak, bo rzeczywiście spasła się jak nieboskie stworzenie, ale nikt oczywiście mnie nie słuchał. Dieta to dieta. pani sobie wzięła to głęboko do serca i twarda jest jak głaz. oczywiście nie umknęło mojej uwadze to, ze Pan uśmiechał się pod nosem. Ciekawe czy jak by mu ograniczyć jedzonko i przekąski to też by był taki zadowolony...