Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2010

ŚWIĘTA WG ZBÓJA

Święta, Święta i po świętach. W tym roku były zdecydowanie wyjątkowe. Zacznijmy od tego, że Pani miała dla mnie tabletki super mocy. Takie małe niebieskie, po których możesz wszystko zrobić i to w dodatku nie ryzykując życiem. Roksiak mówił, ze to tabletki podróżne, ale Roksiak nie zna się na tabletkach super mocy.
Jak tylko dostałem tabletkę od razu zacząłem brykać. Skakałem najdłuższe skoki w życiu, wyciągnąłem Roksiaka za ogon spod łóżka... słowem dokonywałem bohaterskich super czynów. Niestety potem się okazało, ze Pani chce abym jechał w koszyku. Na początku myślałem, że to taka zabawa. Wsadzi mnie do koszyka, a jak już będziemy w samochodzie, to otworzy koszyk i będę jechał jak zawsze na jej kolanach. Wsiedliśmy, Pan ruszył, a ja dalej w koszyku. No nic- myślę sobie, pewnie pani zapomniała, bo teraz ciągle zapomina. Miauknąłem, a Ona : spokojnie Zbójku zaraz pójdziesz spać.
Ta jej pamięć. Normalnie dziurawa jak sito. Zupełnie nie pamiętała, ze dała mi tabletki super mocy. Na szczęście ja pamiętałem, więc otworzyłem sobie kosz sam i przeszedłem do przodu samochodu na jej kolana. Udawała, ze się gniewa, ale ja wiem, ze już za mną tęskniła, więc tylko zamruczałem i poszedłem spać. A potem się bawiliśmy.
pani na każdym postoju wkładała mnie do koszyka, a ja miałem z niego wyjść w jak najkrótszym czasie. dzięki temu podróż minęła nam bardzo szybko. Zanim się obejrzałem, byłem już w Białogardzie.
Szef króliczych komandosów - Tyberiusz - już na mnie czekał z nową misją. Miałem zrobić rozpoznanie w garderobie [ nowe śliskie drzwi nie dawały się przegryźć, w łazience - coś tam dziwnie chlupało, no i oczywiście rozpoznanie choinkowe. Z własnej inicjatywy dołączyłem do tej listy sprawdzenie nowej zmywarki. W końcu na czym jak na czym, ale na zmywarkach się znam. Regularnie sprawdzam w jakim stanie jest ta nasza w Krakowie. Cale szczęście, ze część drogi przespałem, bo nie wiem czy tak bez snu, po długiej drodze dałbym radę wykonać wszystkie rozkazy od razu. A tak nie było problemu. Zacząłem od zmywarki, z przyczyn oczywistych. Okazała się gorsza niż nasza, bo była zupełnie pusta. Miała pojemność dwóch kotów [ wepchnąłem Roksiaka, żeby mieć wiarygodniejsze pomiary] i ani jednej łyżki do wylizania. Nie wiem po co im ta zmywarka w takim przypadku.













W łazience chlupotały ogromniaste ryby. Zaproponowałem Roksiakowi przemianowanie ze zwykłego komandosa na Szefa nowej sekcji komandoskich nurków, ale powiedziała, ze nie włazi do wanny. Przypomniałem jej, ze przecież w zeszłym roku do niej właziła, a ona mi na to, ze owszem bo była głupia, a poza tym nie było wody i ryb. No to jej tłumaczę: Roksiak - jakby wody nie było i ryb nie było, to Ty ani nie mogłabyś być komandoskim nurkiem, ani nie potrzebowałbym cię wysyłać na misję zwiadowczą. Ale Roksiak się uparł, że nie i już.Chyba musze ją z wojska wyrzucić za niesubordynację. Sam był przeprowadził taka misję, ale miałem katar i Pani powiedziała, ze jak bardziej się przeziębię to już nigdy nie wyjdę na balkon. Ne mogłem tak ryzykować. Dlatego sprawdziłem tylko, czy ryby grzecznie pływają i poszedłem na kolejny zwiad.
Garderoba okazała się mało ciekawa, ale odkryłem dodatkowe tajne wejście przez kratkę wentylacyjną. Wyrwałem ją, dzięki czemu Tyberiusz ma teraz pełen dostęp do garderoby, kiedy chce.
Choinka jak choinka, ale znalazłem fajną bombkę, którą postanowiłem zabrać dla Matyldy. Niestety, bombka odmówiła współpracy i jak pomogłem jej zejść z gałęzi to się rozbombkowała na kawałki. każda kolejna reagowała tak samo - zero współpracy- dlatego dałem sobie spokój.
W tym roku nie bardzo mogłem się objadać, bo miałem chory brzuszek i leki. Postanowiłem być odpowiedzialny i jadłem tylko swoje chrupki - w przeciwieństwie do Roksiaka - za co Pani mnie pochwaliła przed Panią doktor. Potem jak się ważyliśmy okazało się, ze Roksiak przytył a ja nie, więc w nagrodę dostałem specjalne dodatkowe chrupki od Pani Weterynarz.
Jednej rzeczy tylko nie mogę zrozumieć. Jak rozdawali prezenty, to jeden był podpisany maleństwo - wiadomo, że chodziło o mnie. Zajrzałem do środka i okazało się, że wszystkie rzeczy kupione z myślą o szkoleniach komandoskich- wielki osioł do ćwiczeń w bezpośredniej walce, dziwne pluszowe myszy, które szeleszczą i dzwonią, i takie plastikowe różne cosie, do ćwiczenia łap. Był jeszcze niebieski kocyk [ a mój już trochę jest stary]. Mówię Pani - o, to dla mnie, a ona, ze nie. Chyba coś z nią nie tak i przy następnej wizycie u pani doktor załatwię jej badanie.

ŚWIĘTA WG ROKSIAKA

W tym roku zaplanowałam prawdziwe święta. Takie, po jakich mogłabym być:
a) wypoczęta
b) objedzona smakołykami
c) przygotowana do kolejnych miesięcy życia z bratem mordercą.
Dlatego postanowiłam się niczym nie przejmować już od początku. Spakowałam myszę do kosza i jak Pani postanowiła dać mi taką niebieską podróżną tabletkę, zjadłam bez wydziwiania. Nie lubię tych tabletek, ale trzeba przyznać, że zasypia się po nich i dzięki temu nie stresuje mnie tyle godzin jazdy samochodem. Podobno Zbój coś szalał, ale nie wiem tego na pewno, bo jak się obudziłam to byliśmy już na miejscu.
Tegoroczny pobyt był pod znakiem obżarstwa. Dostałam prawdziwej szyneczki- takiej co pachnie w całym domu, a potem jeszcze Tato mojej Pani usmażył dla mnie rybkę. Na początku troszkę się zdenerwowałam, bo Pan gdzieś zniknął i długo nie wracał - usiłowałam nawet Panią zmusić żeby poszła go szukać, ale jakoś nie chciała. A potem była polędwiczka [ mniej niż chciałam, więc jak wszyscy wyszli to sama weszłam na szafkę i poczęstowałam się dodatkowo wszystkimi plasterkami jakie leżały.] Pani się złościła - ale tylko Pani. Ona ogólnie taka nerwowa, więc przestałam się przejmować. A potem pomagałam robić tatara i za pomoc dostałam swoją porcję mięska [ mniam mniam].
Oczywiście czasem musiałam pomóc nie tylko w kuchni. Jak Pani i Mama Pani, i Siostra Pani pakowały prezenty, to wszystkim im pomagałam z wiązaniem wstążeczek, a trochę tego było. Co prawda wszystkie mi mówiły że nie muszę pomagać, ale ja wiem, że mówiły tak tylko przez grzeczność, więc jednak im pomagałam.
Poza tym wszyscy mówili mi, że jestem najpiękniejsza, bawili się ze mną, a jak byłam zmęczona to miałam swój fotel i kocyk...
***
Oczywiście jak okazało się, że przytyło mi się z kilogram, to Pani zaraz poskarżyła Pani doktor i teraz musze żyć na samych chrupkach. W dodatku Zbój podsłuchał, że może nie pojedziemy nad może na święto jajek, bo Pani się źle czuje.
To by było straszne... czekać, aż do następnej choinki na szynkę.

wtorek, 8 grudnia 2009

KOSZ



Pani postanowiła, że jestem już za gruby, żeby podróżować u niej na kolanach [ też coś! Tłumaczyłem, że to same komandoskie mięśnie, ale jak ona się uprze to już nic nie poradzisz].
No i zamówiła mi kosz, podobny do tego jaki ma Roksana. Oczywiście nikt mnie nie słuchał, kiedy mówiłem, że kosz Roksiaka jest za mały i nie mogę w nim normalnie spać, tylko muszę się zwijać w kłębek, ale w tym domu nikt mnie nie słucha.
Na szczęście kosz który przyszedł okazał się znacznie większy od roksiakowego, więc lu. Problem tylko w ty, że teraz Roksiak, jak zobaczył mój kosz to nie chce swojego starego tylko ten nowy. Przeczytała gdzieś w necie, ze można objąć mieszkanie przez zasiedzenie i ciągle w tym moim koszu śpi. Na szczęście Pan okazał się w miarę normalny i zapowiedział Roksiakowi, ze nad morze i tak będzie jechać w swo9m koszyku. Dlatego pozwalam na razie Roksiakowi spać w moim. Nawet odstąpiłem jej chwilowo mój niebieski kocyk. Ma się ten gest brata.

niedziela, 19 lipca 2009

GANG WRÓBLI


Mój ostatni pobyt na Pomorzu miał niezwykle duży walor edukacyjny. Nie tylko dowiedziałem się o nowych technikach komandoskich od mojego kumpla Tyberiusza, ale przekonałem się, ze klan wróbli jest niezwykle rozbudowana siatką.
Ja mam tylko jednego wróbla i jedną sikorę... no dobra, dołączyła do ich bandy jeszcze szalona sroka, ale to wszystko. A mój fumfel musi walczyć z całym gangiem wróbli, wspomaganym przez zwiadowcze gołębie.
W dodatku Tyberiusz taki mniej skoczny jest, więc trudniej mu się walczy. Na szczęście od czego ma się przyjaciół. Podczas całego pobytu pełniłem warty w punkcie obserwacyjnym [ z niewielkimi przerwami na posiłki oczywiście i czas, kiedy szkoliłem myszę - to bardzo ważne, by nie robić długich przestojów w szkoleniu, bo mysza zapomina czego się nauczyła].
Wielogodzinne obserwacje doprowadziły mnie do następujących wniosków:
* najprawdopodobniej Pani Tyberiusza została przekupiona przez wroga, bo go dokarmia
* tajna siedziba wróblowego gangu mieści się za skrzynkami na parapecie - można podsłuchać przez ścianę ich tajne rozmowy- jednak nie można zaatakować ich znienacka właśnie przez te skrzynki [ to także dowód na współpracę Pani Tyberiusza z wrogim wróblim gangiem]
* każdego dnia gang coraz bardziej się rozrasta, tworząc wielką ogólnopolską siec wróblową.

Nie wiem, jak przekazać kumplowi, ze jego Pani walczy po drugiej stronie...

sobota, 9 maja 2009

PODRÓŻ NAD MORZE - WIELKANOC 2009


Podróż nad morze zawsze jest z przygodami. Tym razem jednak Państwo pobili rekord i przygód dostarczyli znacznie więcej niż normalnie. Oczywiście Roksiak też święty nie był.
Zaczęło się od tego, ze Roksiak nie chciał zjeść tabletek. To są takie tabletki na świrowanie Roksiaka, bo ona jak tylko Państwo znoszą ją do samochodu dostaje świra. Po tabletkach Roksiak jest tak naćpany, że nie wie co się z nim dzieje i można spokojnie podróżować.
Ale nie tym razem. Tym razem nie wiedzieć czemu tabletki na Roksiaka nie poskutkowały. Darł się jakby go ktoś obdzierał ze skóry. Na szczęście siedziała w koszyku z tyłu, więc nie zwracałem na nią aż takiej uwagi. Gorsze jednak okazało się to, ze tak urosłem, że ledwo mieściłem się na kolanach Pani. o wyciągnięciu się podczas krótkiej drzemki nawet nie miałem co marzyć.
Jakby tego było mało w połowie drogi zaczął nam się psuć samochód. Oczywiście Pan próbował go naprawić, ale jak na wielu rzeczach na tej też się nie zna. chciałem mu pomóc - doradzić co i jak, ale mnie nie słuchał. A poświeciłem się nawet i sprawdziłem podwozie [ przez przypadek przypaliłem sobie brwi nad prawym okiem]. jak można się było spodziewać Pan mnie nie docenił.
Powoli już się do tego przyzwyczajam.

POWRÓT DO DOMU I STESKNIONEJ MYSZY


Nareszcie w domu. W sumie to steskniłem się za swoim drzewkiem [ choc muszę dzielić się nim z Roksiakiem], moją myszą i oczywiście Roksiakiem. Jak tylko wypocznę zajmę się myszą. Pewnie się stęskniła i z tej rozpaczy schowała.
Podstępna Roksana schowała mi myszę. Chciała je mieć dla siebie - swoją i moją. Na szczęście byłem czujny i ją odnalazłem. To już postanowione. Bedę walczył z nią całą noc. W końcu całkiem porządnie się wyspałem.
DZIŚ POKONAM MYSZĘ!
A teraz się okazało, że muszę walczyć z dwoma myszami, bo Roksana nie daje sobie rady ze swoją.Od dziś mówcie mi POGROMCO.
Pokonałem DWIE myszy. Sam nie wiem, jak Roksana mi się odwdzięczy.

PODRÓŻ NAD MORZE - 17,11,2008


Moi Państwo postanowili wyjechać. Jadę z nimi. Roksana nie lubi podróżować, więc zostanie u znajomych Państwa. Ja już się pakuję. To będzie bardzo dłuuuuuga podróż. Prawie 700km. Muszę pamiętać o spakowaniu myszy. Inaczej nie zasnę. Myślę że myszy też byłoby smutno.
Jechałem bardzo, bardzo daleko. Ale byłem dzielny. W końcu co to dla takiego kota jak ja. Po prostu miska mleka.
O myszy oczywiście zapomniałem. To przez to, że musiałem nadzorować pakowanie misek i chrupków.
Eh, biedna ta moja mysza.