wtorek, 16 marca 2010
POMAGAMY INNYM KOTOM
Pani ostatnio wpadła na pomysł, że skoro mamy takie duże, nowe drzewko, to stare mogłoby posłużyć innym kotom. Usiedliśmy przy komputerze i poszukaliśmy potrzebujących kotów. Znaleźliśmy je tutaj. W weekend wybierzemy się z małym prezentem.
środa, 3 marca 2010
KŁĘBKOWE ZABAWY
Z resztą nic się tej wełnie nie dzieje. Trochę ja tylko rozprostowuję, żeby nie była ciągle taka skręcona. I tyle.
Jak kłębek zniknie, to zostawiam Pani wełnę, a ona znów robi z niej kłębek.
Czyli i ja mam zabawę i Pani ma zabawę.
NOWE DRZEWO - ZBÓJ
Dwa tygodnie temu zdrzemnąłem się po obiadku, a kiedy się obudziłem, okazało się, że Pani hoduje w brzuchu żaby, które ciągle skaczą. Nie mam jak na nie zapolować, bo widać je tylko jak skaczą, a jak chcę je pacnąć łapą, to przestają skakać. Ale... to jeszcze nic.
Kilka dni temu uciąłem sobie krótką, dwugodzinną drzemkę po trzecim śniadanku. Wstaję, idę do dużego pokoju [ drzemanie po śniadankach najlepiej odbywa się w łóżku Państwa, bo mają mięciutkie podusie i można się przykryć kołderką], patrzę, a tam wielkie drzewo. Aż do sufitu normalnie.
Jakby tego było mało, buszuje na nim Roksiak. Pytam się, więc Roksiaka co to za drzewo, a ona mi mówi, że jakoś tak wyrosło i że teraz należy do niej, bo widziała je pierwsza i już się poocierała.
Patrzę na Roksiaka i tak się zastanawiam, kto tu zwariował - ja czy ona? Przecież od razu widać, że drzewo jest w stylu fortecznym i może na nim mieszkać tylko komandos. Mówię to tej pomylonej kotce, a ona mi na to, że nieprawda, bo to jest drzewo roksiakowe, opracowane specjalnie do wypoczynku dla kotów nadrzewnych a ona takim właśnie kotem jest.
a) szkolenia prawdziwych komandosów
b) lotniczych ataków na wroga
c) obserwacji powietrznych dużych powierzchni, w tym przypadku salonu.
Wyjaśniłem to Roksiakowi, a ona dalej swoje. No to mówię: Roksiak, a co w tym drzewku jest takiego, co wskazuje, że to drzewko wypoczynkowe? No jak mi odpowiedziała, to oniemiałem i łapy mi opadły. Hamaczki-bujaczki. Jakie znowu hamaczki - bujaczki ?- pytam. No te. Wziąłem głęboki oddech i tłumaczę. Roksiak to nie są hamaczki - bujaczki, tylko specjalistyczne komandoskie wyrzutnie. Jak chcesz zaatakować z powietrza jakiś bardziej oddalony cel, to włazisz na tą większa półkę, skaczesz na wyrzutnię i ona cię wyrzuca w kierunku celu. Oczywiście Roksiak mi nie uwierzył i musiałem jej zademonstrować. Niestety wyrzutnie nie są jeszcze skalibrowane i spadłem poza fotel.
NOWE DRZEWO - RELACJA ROKSIAKA
Naprawdę ogromniaste!
Nie było wyjścia. Musiałam wyjść i sprawdzić do kogo należy. Okazało sie, że jakoś tak jeszcze nie ma właściciela, więc pomyślałam sobie, że się nim zaopiekuję. W końcu było stworzone jak dla mnie. Po pierwsze ma dwa małe hamaczki - bujaczki. Normalnie zwijasz się w kłębek pakujesz do takiego hamaczka i... spokojnie można odpłynąć. Jak się troszkę poruszysz, to jeszcze cię do snu ukołysze. Niestety ma jedną wadę - nie przewiduje nagłych zbójowych ataków, a przy takim nalocie najistotniejsze jest szybkie wybicie - tu łapy trochę się plącza, więc Zbój ma doskonałe możliwości. No, ale nie można mieć wszystkiego. Jak coś jest mięciutkie i kołysze cię do snu, z reguły nie ma walorów ochronnych.
No a najlepsze w całym drzewie jest to, że ma taką wysoką półkę, na którą mogę wskoczyć, kiedy chcę odpocząć od Zbója. Siedzę sobie wysoko i patrze na wszystkich z góry. Nawet na Państwa.
Myślę, że odkąd mam takie drzewo, będę kotem nadrzewnym.
P.S.
Drzewo ma dwie wady - musze z niego schodzić, jak chcę skorzystać z kuwety albo coś zjeść. Dlatego zostałam kotem pół nadrzewnym.
wtorek, 16 lutego 2010
ZAKOCHANY ROKSIAK W ROZTERCE I ŻABY W BRZUCHU PANI
Biegał raz do jednego, raz do drugiego, ale z mojej perspektywy drzewkowej to nie za dobrze to wyglądało. Ostatecznie Roksiak będzie musiał się zdecydować, bo tak na dwa fronty to długo nie pociągnie.
Ach te kocie kobiety...
P.S.
Ostatnio odkryłem, że Pani ma w brzuchu żaby. Czasem widać jak skaczą. Chwilowo opracowuję plan jak się do nich dobrać, żeby je z tego brzucha wyjąć.
sobota, 9 stycznia 2010
ŚWIĘTA WG ZBÓJA
Jak tylko dostałem tabletkę od razu zacząłem brykać. Skakałem najdłuższe skoki w życiu, wyciągnąłem Roksiaka za ogon spod łóżka... słowem dokonywałem bohaterskich super czynów. Niestety potem się okazało, ze Pani chce abym jechał w koszyku. Na początku myślałem, że to taka zabawa. Wsadzi mnie do koszyka, a jak już będziemy w samochodzie, to otworzy koszyk i będę jechał jak zawsze na jej kolanach. Wsiedliśmy, Pan ruszył, a ja dalej w koszyku. No nic- myślę sobie, pewnie pani zapomniała, bo teraz ciągle zapomina. Miauknąłem, a Ona : spokojnie Zbójku zaraz pójdziesz spać.
pani na każdym postoju wkładała mnie do koszyka, a ja miałem z niego wyjść w jak najkrótszym czasie. dzięki temu podróż minęła nam bardzo szybko. Zanim się obejrzałem, byłem już w Białogardzie.
W łazience chlupotały ogromniaste ryby. Zaproponowałem Roksiakowi przemianowanie ze zwykłego komandosa na Szefa nowej sekcji komandoskich nurków, ale powiedziała, ze nie włazi do wanny. Przypomniałem jej, ze przecież w zeszłym roku do niej właziła, a ona mi na to, ze owszem bo była głupia, a poza tym nie było wody i ryb. No to jej tłumaczę: Roksiak - jakby wody nie było i ryb nie było, to Ty ani nie mogłabyś być komandoskim nurkiem, ani nie potrzebowałbym cię wysyłać na misję zwiadowczą. Ale Roksiak się uparł, że nie i już.Chyba musze ją z wojska wyrzucić za niesubordynację. Sam był przeprowadził taka misję, ale miałem katar i Pani powiedziała, ze jak bardziej się przeziębię to już nigdy nie wyjdę na balkon. Ne mogłem tak ryzykować. Dlatego sprawdziłem tylko, czy ryby grzecznie pływają i poszedłem na kolejny zwiad.
Choinka jak choinka, ale znalazłem fajną bombkę, którą postanowiłem zabrać dla Matyldy. Niestety, bombka odmówiła współpracy i jak pomogłem jej zejść z gałęzi to się rozbombkowała na kawałki. każda kolejna reagowała tak samo - zero współpracy- dlatego dałem sobie spokój.
W tym roku nie bardzo mogłem się objadać, bo miałem chory brzuszek i leki. Postanowiłem być odpowiedzialny i jadłem tylko swoje chrupki - w przeciwieństwie do Roksiaka - za co Pani mnie pochwaliła przed Panią doktor. Potem jak się ważyliśmy okazało się, ze Roksiak przytył a ja nie, więc w nagrodę dostałem specjalne dodatkowe chrupki od Pani Weterynarz.
Jednej rzeczy tylko nie mogę zrozumieć. Jak rozdawali prezenty, to jeden był podpisany maleństwo - wiadomo, że chodziło o mnie. Zajrzałem do środka i okazało się, że wszystkie rzeczy kupione z myślą o szkoleniach komandoskich- wielki osioł do ćwiczeń w bezpośredniej walce, dziwne pluszowe myszy, które szeleszczą i dzwonią, i takie plastikowe różne cosie, do ćwiczenia łap. Był jeszcze niebieski kocyk [ a mój już trochę jest stary]. Mówię Pani - o, to dla mnie, a ona, ze nie. Chyba coś z nią nie tak i przy następnej wizycie u pani doktor załatwię jej badanie.
ŚWIĘTA WG ROKSIAKA
a) wypoczęta
b) objedzona smakołykami
c) przygotowana do kolejnych miesięcy życia z bratem mordercą.
Dlatego postanowiłam się niczym nie przejmować już od początku. Spakowałam myszę do kosza i jak Pani postanowiła dać mi taką niebieską podróżną tabletkę, zjadłam bez wydziwiania. Nie lubię tych tabletek, ale trzeba przyznać, że zasypia się po nich i dzięki temu nie stresuje mnie tyle godzin jazdy samochodem. Podobno Zbój coś szalał, ale nie wiem tego na pewno, bo jak się obudziłam to byliśmy już na miejscu.
Tegoroczny pobyt był pod znakiem obżarstwa. Dostałam prawdziwej szyneczki- takiej co pachnie w całym domu, a potem jeszcze Tato mojej Pani usmażył dla mnie rybkę. Na początku troszkę się zdenerwowałam, bo Pan gdzieś zniknął i długo nie wracał - usiłowałam nawet Panią zmusić żeby poszła go szukać, ale jakoś nie chciała. A potem była polędwiczka [ mniej niż chciałam, więc jak wszyscy wyszli to sama weszłam na szafkę i poczęstowałam się dodatkowo wszystkimi plasterkami jakie leżały.] Pani się złościła - ale tylko Pani. Ona ogólnie taka nerwowa, więc przestałam się przejmować. A potem pomagałam robić tatara i za pomoc dostałam swoją porcję mięska [ mniam mniam].
Oczywiście czasem musiałam pomóc nie tylko w kuchni. Jak Pani i Mama Pani, i Siostra Pani pakowały prezenty, to wszystkim im pomagałam z wiązaniem wstążeczek, a trochę tego było. Co prawda wszystkie mi mówiły że nie muszę pomagać, ale ja wiem, że mówiły tak tylko przez grzeczność, więc jednak im pomagałam.
Poza tym wszyscy mówili mi, że jestem najpiękniejsza, bawili się ze mną, a jak byłam zmęczona to miałam swój fotel i kocyk...
***
Oczywiście jak okazało się, że przytyło mi się z kilogram, to Pani zaraz poskarżyła Pani doktor i teraz musze żyć na samych chrupkach. W dodatku Zbój podsłuchał, że może nie pojedziemy nad może na święto jajek, bo Pani się źle czuje.
To by było straszne... czekać, aż do następnej choinki na szynkę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)