sobota, 20 czerwca 2009

DRAŻLIWA KWESTIA PAZURÓW


Zupełnie nie mogę się dogadać z Panią jeśli chodzi o moje pazury. Ona to by chyba chciała żebym ich wcale nie miał. Jako komandos muszę mieć jakąś broń. Poza tym, ta broń musi być najlepsza. W związku z tym ostrzę moje pazury w każdej wolnej chwili. A że wolną chwilę mam w różnych miejscach to tez w różnych miejscach je ostrzę. Poza tym, muszę na czymś ich ostrość sprawdzać, a Roksiak ostatnio jakoś odmawia współpracy. No więc, zacząłem je sprawdzać na pani roślinie. Wszystko było w porządku dopóki Pani nie zobaczyła liści. Uczciwie przyznaję, ze trochę się różniły od pierwotnych. Teraz Pani zamiast jednego dużego liścia ma wiele bardzo cieniutkich. Oczywiście jak było do przewidzenia roślina, tak jak wcześniej Roksiak odmówiła współpracy i zaczęła usychać - dlatego pani się dowiedziała o tych liściach. Oczywiście pani od razu skróciła mi pazury.
A wieczorem przyłapałem ją jak sama swoje ostrzy - takim małym przenośnym drapakiem. jak wyszła spróbowałem, ale jakiś kiepski. Nic dziwnego, ze pani moje obcięła - zwyczajnie zazdrościła i tyle.

czwartek, 21 maja 2009

AKCJA "PARÓWKA"


Nie ma zbyt dużo czasu, więc tylko krótki raport.
W związku z nowo nabytą umiejętnością wskakiwania na kuchenne szafki, a także dzięki pogłębionej wiedzy na temat działania kuchenki oraz doskonałemu przygotowaniu komandoskiemu uniezależniłem się od Pani, jeśli chodzi o jedzenie. [ W końcu jestem już absolutnie dorosłym kotem]
W dniu wczorajszym przeprowadziłem udaną akcję na parówkę. Była doskonała. Lekko podgrzana i ... bardzo duża. Roksiak zazdrościł mi pół dnia. A lanie nie było takie złe. Myśł o parówce pozwoliła mi je przetrwać.

środa, 20 maja 2009

URODZINKI


DZIŚ SĄ MOJE URODZINY. KOŃCZĘ CAŁY ROK! JESTEM JUŻ BARDZO DOROSŁYM KOTEM.

poniedziałek, 18 maja 2009

WEZWANIE TOFFI



Każdy mężczyzna od czasu do czasu lubi coś słodkiego . No, a już taki 200 % mężczyzna- komandos jak ja, to szczególnie. Dlatego właśnie postanowiłem wyręczyć moją Panią [ ona taka zapracowana ostatnio] i sam poczęstowałem się toffi. Nie było tego dużo - trochę rozsmarowane na desce, ale jestem przekonany, że jak Pani przypomni sobie, że nie dostałem swojej porcji, to ją dostanę. Przy okazji okazało się ze na szafce są resztki chrupek z miski, którą Pani, pewnie też przez przypadek, zabrała wczoraj z podłogi, więc je dokończyłem - co się będą marnować.
Oczywiście całą akcję przeprowadziłem bardzo sprawnie i nic nie zrzuciłem na podłogę. Pani będzie ze mnie dumna, choć dla takiego komandosa jak ja to nie jest wielki wyczyn. Ciekawe czy pan tez będzie dumny, że już doskakuję do wszystkich szafek?

piątek, 15 maja 2009

KOCIE ZABAWY



Nie lubię kiedy pada deszcz. Pani nie pozwala wychodzić wtedy na balkon i nie ma co robić. W końcu ile można polować na tą samą mysze albo Roksiaka? No właśnie. Roksiakowi też się nudzi, chociaż ona tyle o tym nie mówi. Jak pada deszcz to idzie spać. No, ale ile można spać?!
Dlatego tym razem zaproponowałem zabawę w chowanego. Zasady były proste. Roksiak się chowa, a ja go szukam. Jak znajdę to ja się chowam a ona mnie szuka. Znalazłem Roksiaka prawie od razu, bo ona nie zna komandoskich technik maskujących i zapomniała o ogonie.
Kiedy przyszła moja kolej wykorzystałem wszystkie swoje umiejętności. Schowałem się pod kapą i zostawiłem sobie tylko małą szparkę na obserwację, czy roksiak się zbliża czy nie.

Siedzę i siedzę, a Roksiaka nie ma i nie ma. No wiem, ze Roksiak jest ograniczony, ale ile można mnie szukac? [ pomimo tego, że jestem najlepszym komandosem i techniki maskujące mam w małym pazurze]. W końcu wychodzę ze swojej kryjówki i co widzę? Roksiak opala się na parapecie. idę do niej i miauczę " Roksiak co jest?", a ona na to, że jej się znudziło, bo to głupia zabawa, bo ja ją znalazłem od razu, a ona mnie szukała, ale jak nie mogła znaleźć to poszła się opalać.
No i baw się tu z Roksiakiem!

KONIEC DIETY I MEKSYKAŃSKA KUCHNIA

NARESZCIE...NARESZCIE...NARESZCIE!!! W dniu 4 maja zakończyły się moje męczarnie z dietą. Po długich przemyśleniach i analizach moja Pani weterynarz doszła wreszcie do wniosku, ze waga 6,7 kg jest dla mnie optymalna i nie muszę być dalej głodzony. Mogła mnie spytać wcześniej, to od razu bym jej powiedział, ze to nie tłuszcz daje mi taka wagę tylko komandoskie mięśnie wyrobione w czasie wielu walk z szeregowcem Roksiakiem, a brzuch to wcale nie oznaka obżarstwa - jak twierdzi mój Pan, tylko oznaka szacunku i władzy.
Oczywiście nie mogło być idealnie. Moi Państwo dostali długą listę, co mogę jeść a czego nie. Meksykańskie jedzonko zostało zabronione, ale... jakoś sobie radzę. w końcu życie bez nachos'ów? Co to za życie?

PIEKARNIK - ŹRÓDŁO JEDZONKA



Moje wnikliwe komandoskie obserwacje jasno wykazały, ze źródło, z którego pochodzi najlepsze jedzonko to ... piekarnik. Dlatego też, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja postanowiłem się upewnić, że właśnie tak jest. Niestety. Jeśli piekarnik jest zimny i mogę tam prowadzić poszukiwania, to nic w nim nie ma. A jeśli coś jest... np. nachos [ mniam, mniam] to jest tak gorący, że parzę sobie łapy, więc o wejściu do środka nie ma mowy. Musze to jeszcze dopracować.
Zawsze gotowy do akcji - Wasz Zbój Komandos