środa, 12 stycznia 2011

MIKOŁAJ, MYSZA I LANIE ROKSIAKA


Święta, święta i po świętach. Ja oczywiście - jak zawsze - nad morzem. Nie było co zmieniac planów, tym bardziej, że Mikołaj zna tylko tamten adres i jeszcze [ jakbym się nie zjawił] mógłby nie przynieść mi prezentu. No, a przecież jestem bardzo grzecznym kotem i byłaby to jawna niesprawiedliwość. 
Nie ma jednak co gdybać. We właściwym momencie byłem we właściwym miejscu czyli... pod choinką. A tam... ABSOLUTNIE NOWA MYSZA. I małe co nieco dla brzuszka. 
Mysza - model udoskonalony - z dźwiękiem, dzięki czemu polowania i szkolenia komandoskie nabrały nowego wymiaru. Początkowo mysza nie wiedziała o co chodzi, ale po kilku minutach okazała się sprytniejsza niż myślałem i przybrała kamuflaż. No przyznaję, że dla takiego komandosa jak ja polowanie na śnieżnobiałą mysze to nie wyzwanie, kto by się jednak spodziewał,  że mysza może być tak sprytna?
oczywiście Roksana tez dostała swoją myszę - chociaz nie zasłużyła. Od razu ją schowała, zeby przypadkiem jej się nie zużyła, a potem chciała się bawić z moją myszą. Mówię jej - Roksiak to jest moja komandoska mysza i masz ją zostawić w spokoju. No ale z Roksiakiem nie można się dogadac wg pokojowych zasad. Ciągle zaczepiała moją mysze. Ostatecznie wlałem Roksiakowi- żeby się nauczyła słuchać brata i myszy - żeby nie zadawała się z niestabilną umysłowo Roksaną. 
W efekcie Roksiak poskarżył się Pani, a mysza przestała się do mnie odzywać. Nadal ją szkolę, ale muszę przyznać, że bez jej żałosnych pisków to już nie to...

poniedziałek, 8 listopada 2010

SUPER PAJĄK


W  związku z faktem, ze w tym domu nie mam szans na normalne zabawki - Zbój zabiera mi wszystkie myszy, a Mikro Pani pozostałe zabawki, postanowiłam bawić się Eko zabawkami. Tato mojej Pani zrobił dla mnie Super Eko Pająka. Teraz mam zabawkę tylko dla siebie.

niedziela, 31 października 2010

PINGWIN

Są w życiu każdego kota takie chwile, kiedy trzeba powiedzieć DOŚĆ i wyznaczyć pewne granice. U mnie taka chwila nadeszła ostatnio.
Ja wiele rozumiem, ba na wiele mogę się zgodzić. W końcu jestem dorosłym, rozsądnym kotem, który w dodatku kocha Mikro Panią [ jakby nie patrzeć jestem jej starszym bratem].
Mogę się pogodzić z tym, że Mikro Pani dostanie wcześniej ode mnie jeść, mogę się pogodzić z tym, że Mikro Pani dostaje więcej pieszczot niż ja. Mogę się nawet pogodzić z tym, że odkąd w domu mieszka Mikro Pani ja nie jestem już noszony na rękach. Naprawdę mogę się z tym pogodzić.
Ale to, że Mikro Pani ma dostać Pingwina... co to, to nie! To ja go sobie upatrzyłem, jak jeszcze był zapakowany w torebce, a Mikro Pani nawet nie wiedziała, że Pingwin zamieszka w naszym domu. No, a wiadomo, że kto pierwszy zobaczy, ten zaklepuje. No i ja tego Pingwina zaklepałem! Ale nie! Mikro Pani musiała Pingwina też zabrać - jakby miała za mało zabawek.
Na szczęście jako wytrawny komandos wyśledziłem, że Pingwin [ wbrew własnej woli] przetrzymywany jest w łóżeczku. Zaplanowałem tajno-wojenną misję i odbiłem Pingwina. Niestety, nawet przeniesienie go do mojej strażniczej wieży nie pomogło. Jak tylko Mikro Pani zobaczyła, że nie ma Pingwina włączyła syrenę alarmową [ potrafi wydać z siebie straszne dźwięki] i Pani pingwina zabrała.
Nie pozostało mi nic innego, jak tylko zaplanować kolejną komandoską akcję,ale najpierw muszę zaplanować tajną skrytkę na odbitego towarzysza zabaw.
No cóż, Pingwin będzie musiał zejść do podziemia i bawić się ze mną tylko w nocy, jak wszyscy śpią.

niedziela, 24 października 2010

KAŻDY CHCE MIEĆ SWOJE ZABAWKI


Ostatnio w tym domu dzieją się dziwne rzeczy. Idę sobie, patrzę, a tu leży zabawka, która absolutnie nie jest myszą, a w związku z tym nie należy do Zbója. Stoję, przyglądam się i co widzę? Różowego słonia. Rozejrzałam się wokoło, ale ponieważ nikt go nie chciał, to się nim zaopiekowałam. Potem zaopiekowałam się jeszcze takim niebieskim słoniem, a potem takim grzechoczącym kółkiem i małym misiem... Zanim się obejrzałam miałam już całkiem niezłą kolekcję zabawek. Moich i tylko moich. Ułożyłam je wszystkie na krześle, na którym zwykle ucinam sobie drzemkę i mruczę z zadowolenia. A tu przychodzi Pani i oczywiście stara śpiewka: Roksiaku czemu zabrałaś zabawki Mikro Pani? Tłumaczę, że absolutnie ich nie zabrałam. Leżały samotne, to się nimi zaopiekowałam i wcale nie widać, że są Mikro Pani. Z resztą teraz są moje. Każdy w tym domu ma jakieś zabawki tylko nie ja. Niby dlaczego tak ma być?

wtorek, 21 września 2010

POŻEGNANIE TYBERIUSZA

W dniu dzisiejszym nasz fumfel - mój i Roksiaka. Największy komandos, nieoceniony towarzysz psot oraz niedościgniony nauczyciel kamuflażu przeniósł się po ciężkiej chorobie na pole wiecznej marchewki. Będzie nam brakowało Tyberiusza.

środa, 11 sierpnia 2010

ROKSIAKU...

Zupełnie bez sensu jest to wszystko co obecnie dzieje się w naszym domu. Odkąd pojawiła się Mikro Pani nic nie wolno i w dodatku wszystko trzeba jej oddać! wszystkie fajne rzeczy, bo to niby jej. No, a gdzie jest zaznaczone, że to jej? Skoro wszyscy wiedzą, że lubię wanny i jestem malutkim kotem, to chyba oczywiste, że ta mała wanna jest dla mnie, a nie dla Mikro Pani. Ale nie! Jak tylko próbowałam przymierzyć czy jest właściwych rozmiarów zaraz usłyszała: Roksiaku wyłaź z wanienki. Ciekawe jakby Pani zareagowała, gdybym ja jej tak przeszkadzała w wannowym relaksie?
Albo to. Wchodzę ostatnio do pokoju i co widzę? Leżaczek - Bujaczek. No, myślę sobie, Państwo się postarali. Nareszcie coś z myślą tylko o Roksiaku.
Ułożyłam się wygodnie, już, już zapadam w drzemkę i co słyszę? Oczywiście "Roksaku wyłaź!" Z leżakowaniem na mięciutkiej mikro kanapie było podobnie. W takich warunkach nie da się żyć. Co i raz tylko: "Roksiaku nie wolno chodzić po Mikro Pani", "Roksiaku nie wolno udeptywać Mikro Pani", "Roksiaku wyjdź", "Roksiaku nie wolno", "Roksiaku później"...

wtorek, 10 sierpnia 2010

NOWY KOT I ZBÓJ OBROŃCA


Ciągłe zmiany w naszym domu powodują, że już nie nadążam. Ostatnio śpię sobie spokojnie, a tu wpada na łóżko Roksiak i mówi, ze w pokoju dla tego nowego kota mieszka już kot i ze jest ogromniasty.
Patrzę na Roksiaka i mówię: Roksiak ty się uspokój. Nie ma większych niż ja kotów. A ona, że ten jest większy i że ma ogromne zęby i dużo sierści, i że czai się na podłodze.
Nie było wyjścia. Musiałem wstać.
wchodze do pokoju, patrzę i rzeczywiście. leży sobie kot. Ale jakiś dziwny. No to ja od razu, bez ostrzeżenia, wykonałem kilka komandoskich chwytów i zanim się ten kot spostrzegł już był pokonany.
Z komandosami nie ma co zaczynać.